Baza w spreju bez SILIKONÓW, ALKOHOLU i OLEJÓW? | Smashbox Photo Finish Primer Water


Baza pod makijaż to jeden z ważniejszych elementów trwałego makijażu (o wykonaniu trwałego makijażu w kilku krokach możecie przeczytać TUTAJ). Szukając ulubionej bazy, która przygotuje moją twarz przed kolejnymi produktami trafiłam na wyjątkowy produkt z marki Smashbox - baza w buteleczce z atomizerem, o płynnej konsystencji, do tego bez silikonów, alkoholu oraz olejów! Nie mogłam wyjść z podziwu - w końcu jak to ma działać? Okazało się, że świetnie sobie radzi nie tylko jako baza, ale także.. Czytajcie dalej :)


Produkt pochodzi z marki Smashbox dostępnej na wyłączność w perfumerii Sephora. Dostępny jest w jednej pojemności 116 ml i kosztuje 139 zł, jednak często go można dorwać na promocji -20% lub więcej :) Kupujemy go w tekturowym opakowaniu zawierającym wszystkie informacje o sposobie używania oraz o składnikach. Tak jak wcześniej wspomniałam - jest to płyn nieco gęstszy od wody zawierający w swoim składzie elektrolity, które pozytywnie wpływają na skórę ożywiając i nawilżając, zamknięty w plastikowym opakowaniu z atomizerem, który rozpyla dość dużą ilość płynu. Wystarczą dwa psiknięcia, nie więcej. Atomizer się nie zacina, a płyn nie pozostawia uczucia lepkości na skórze. Szata graficzna jest prosta, a dzięki przezroczystej butelce możemy kontrolować ilość produktu. Do zdecydowanych plusów należy zapach mgiełki - jest słodki, nieco cukrowy, ale nie jest mdły. Dostępne są też edycje limitowane - kokosowa, cytrusowa oraz zielona herbata.


Stosując Primer Water jako baza przed makijażem zauważyłam, że niemal każdy podkład lepiej się na niej trzymał, miał też większą trwałość, a do tego o wiele lepiej wyglądał na buzi, niezależnie od tego czy był to podkład drogeryjny czy wysokopółkowy. Pory nie zostały podkreślone, a żaden produkt nie ważył się. Skóra potrzebuje około 3-5 minut aby wchłonęła Primer (do suchości), jednak różnica po użyciu jest zauważalna gołym okiem - pojawia się delikatny glow, faktura jest wygładzona, nie ma uczucia ściągnięcia.

Ale to nie jedyne zastosowanie Primer Water! Używam go po skończeniu makijażu, również 2-3 psiknięcia, aby scalić wszystkie warstwy makijażu oraz najważniejsze - usunąć pudrowość. Kiedyś nie zauważałam tego co robi mi puder i ciężki podkład na twarzy (np. Estee Lauder Double Wear + mój ukochany puder z Golden Rose - recenzja TUTAJ), czekałam, aż uczucie ciężkości samo minie poprzez wydzielające się sebum, jednak zaryzykowałam używając primera na gotowy makijaż i uczucie maski momentalnie zniknęło! Po pudrowości nie było śladu, a makijaż trzymał się perfekcyjnie cały dzień! Zadziałał jak odświeżający fixer.

Kolejne zastosowanie, które odkryłam całkiem niedawno - nakładanie produktów na mokro, poprzez spryskanie pędzla! To chyba moje najlepsze zastosowanie! Wszystkie cienie metaliczne, foliowe, duochromowe mogę w końcu nakładać precyzyjnym pędzlem prosto na oko, a nie palcem. Pigment nie znika, a wręcz wzmacnia się, podobnie jak światło które odbija, do tego cienie nabierają na trwałości bo zastygają - jestem zachwycona!
Podobnym zastosowaniem jest użycie Primer Water do rozświetlacza - najpierw na puchaty pędzel, następnie zanurzyć pędzel w produkcie i na twarz.. takiego niesamowitego GLOW nigdy nie miałam! Totalnie się zakochałam i od kilku dni nakładam rozświetlacz tylko w ten sposób.



Choć cena produktu bez promocji nieco odstrasza jest to produkt jak najbardziej wart swojej ceny. Gdyby miał tylko jedno zastosowanie mogłabym z niego zrezygnować, jednak kiedy można go wykorzystać na tyle sposobów - stał się u mnie niezastąpiony. Baza, utrwalenie, usunięcie pudrowości, łatwość nakładania foliowych cieni i uzyskanie fenomenalnego blasku - same zalety, wszystko czego potrzebuję w jednym produkcie. Nie zauważyłam, aby był niewydajny, myślę, że spokojnie starczy mi na co najmniej pół roku, a do tego fenomenalnie się sprawdzi jako mgiełka odświeżająca w trakcie dnia, szczególnie w czasie zbliżającego się lata i upałów - dostarczymy naszej skórze elektorlitów i nawilżymy. Jego skład jest bardzo przyjazny dla skóry, ponieważ poza elektrolitami nie zawiera silikonów, olejów ani alkoholu, więc nie wysuszy, nie zapcha i nie będzie problemu z utrzymaniem się makijażu! Jestem niesamowicie ciekawa jak ten produkt sprawdzi się z podkładami mineralnymi. Jak tylko skończy mi się to opakowanie koniecznie kupię drugie, może z edycji limitowanej pachnące cytrusami?

Używacie bazy pod makijaż? Lubicie produkty wielofunkcyjne? Jaki jest Wasz ulubiony produkt, który można zastosować na kilka sposobów?
Wkrótce recenzja innych produktów marki Smashbox! Zostańcie na dłużej, aby nie przegapić nowych postów! :)



PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz makijażowego, którego ostatnio aktywowałam na nowo @miller.beauty, a także polub mój fanpage Miller Emilia Blog !

Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga, aby być na bieżąco!

Jak kręcić włosy prostownicą? Inteligentna prostownica 2w1 | Keratin Protect | Remington

To już ostatni post o produktach z nowej serii Keratin Protect marki Remington. Wpis o szczotce prostującej włosy możecie przeczytać tutaj, a automatycznej lokówce tutaj. Z postów dowiecie się także więcej o całej serii Keratin Protect. Ostatnim produktem, które wam przedstawię to inteligentna prostownica. Spytacie pewnie po co mi prostownica, skoro mam naturalnie proste włosy? Odpowiedź znajdziecie pod koniec posta! Zapraszam do czytania!


Remington Keratin Protect
Inteligentna Prostownica
Czas wyjaśnić co oznacza słowo 'inteligentna' określające tę prostownicę - określa ona poziom wilgoci w naszych włosach aż 8x na sekundę, a następnie dostosowuje ustawienia urządzenia do poziomu zniszczeń naszych włosów. Prostownica posiada ruchome płytki ceramiczne, które podczas kontaktu z włosami uwalniają olejek z migdałów i keratynę, dzięki czemu nasze włosy po każdym przeciągnięciu są gładkie, lśniące i pełne blasku, a jednocześnie wyrównują nacisk na włosy. Do największych zalet jest czas nagrzewania, który wynosi 15 sekund! Duży zakres temperatur pozwala dostosowanie pracy urządzenia do naszych potrzeb - od 160 stopni przy włosach cienkich i zniszczonych, farbowanych i rozjaśnianych, przez optymalne 180-200 przy włosach zdrowych, aż po 230 przeznaczone dla włosów grubych, opornych i trudnych do ułożenia, silnie skręconych. Prostownica jest wyposażona w ekran, który pokazuje nam temperaturę, a obrotowy kabel ułatwia pracę z urządzeniem. Ciekawym i przydatnym elementem jest funkcja blokady prostownicy po jej złożeniu, dzięki czemu możemy ją schować w eleganckim, szarym etui, które jest dołączone do urządzenia!




Prostownica, czyli urządzenie 2w1. Jak prostować, jak kręcić?
W prostowaniu włosów nie ma większej filozofii. Włosy rozczesujemy, dzielimy na sekcje i przejeżdżamy bez zatrzymywania się po włosach rozgrzanym urządzeniem. Ponownie przypominam, o tym, że lepiej użyć większej temperatury i przejechać raz po paśmie, niż katować je kilkukrotnie niższą temperaturą! Włosy po stylizacji są lśniące i gładkie, wyglądają zdrowo.
Kręcenie to już zupełnie inna bajka! Prostownica z serii Keratin Protect jest przystosowana do kręcenia, dzięki zaokrąglonym bokom. Po przygotowaniu włosów jak wyżej łapiemy pasmo o maksymalnej szerokości 2/3 cm w prostownicę trzymając ją równolegle do podłogi - w tej pozycji żadne włoski nie wypadną, następnie robimy obrót o 360 stopni, aby końcówka wystająca za prostownicą znalazła się po drugiej stronie, a potem przeciągamy całe pasmo jak zawsze przy prostownicy. Dzięki temu wyjdzie nam piękny anielski skręt na głowie! Kiedy już się wprawicie możecie kombinować z kierunkiem obrotu - w górę lub w dół - dzięki czemu możecie uzyskać skręt w prawo lub lewo (od twarzy i do twarzy). Tradycyjnie każdego loka zbieram w dłoni w gniazdko ewentualnie podpinam spinką do ostygnięcia, po stylizacji biorę głowę w dół, delikatnie roztrzepuję palcami i pryskam lakierem. Efekt pięknych, fluffy loków gwarantowany! Anielskie, delikatne, miękkie i lśniące!






Czy warto mieć w swojej toaletce prostownicę mając proste włosy?
Zdecydowanie tak, szczególnie kiedy można jej użyć również do kręcenia włosów, tak jak robię to ja! Ze wszystkich przetestowanych sprzętów z serii Keratin Protect marki Remington, w tym szczotki prostującej i automatycznej lokówki wybieram prostownicę - to własnie z tych loków jestem najbardziej zadowolona i traktuję ten sprzęt jako 2w1!





Używacie urządzeń stylizujących włosy?
Jakie macie włosy? Proste czy kręcone?
Wolicie klasyczną prostownicę czy szczotkę prostującą włosy?
Kręcicie włosy prostownicą czy tylko lokówką? 
NIE ZAPOMNIJ O ZABEZPIECZENIU WŁOSÓW PRZED UŻYCIEM CIEPŁA!!!


PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz makijażowego, którego ostatnio aktywowałam na nowo @miller.beauty, a także polub mój fanpage Miller Emilia Blog !

Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga, aby być na bieżąco!

Najlepsze cienie za 5 zł?! | Mystik Warsaw | Kontigo

Podczas poszukiwań palety idealnej doszłam do wniosku, że taka nie istnieje. Postanowiłam więc sama zacząć komponować swoją 'Dreamy Eyeshadow Palette' (hah, nawet Nabla o tej nazwie mnie nie zadowala!) kupując pojedyńcze cienie i tworząc niepowtarzalny zestaw. Takie wkłady dostaniemy między innymi w szafach Kobo, My Secret, Pierre Rene i MIYO, w Inglocie, NYXie, a za nieco wyższą cenę kupimy cienie ABH, do tego internetowo możemy dorwać także cienie z Nabli czy Glamshopu. Nasze polska drogeria Kontigo z Harrym J. na czele, która się stale rozwija i wychodzi poza granice Warszawy, także wypuściła serie pojedyńczych cieni pod nazwą Mystik Warsaw. Są one dostępne zarówno stacjonarnie jak i internetowo, a ich cena podczas promocji to zaledwie 5 zł! (Cena tradycyjna to 9,99zł). Czy tak tanie cienie są warte uwagi? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części postu!

Kontigo Mystik Warsaw
Cienie do powiek
Mystik Warsaw to wyłączność stworzona dla Kontigo przez Harry'ego. Jest to seria produktów do oczu, od bazy, przez cienie, linery, tusze aż po brokaty i pigmenty! Pojedyńcze cienie możemy kupić w dwóch formach - jako wkłady do kasetek lub zamykane w plastikowym opakowaniu. Ja preferuję pierwszą formę, czyli jako wkłady, które mogę bez problemu przechowywać w swojej wymarzonej i idealnie skomponowanej paletce. Ich waga to 1,5g, wielkość taka sama jak cieni z Kobo, czyli mniej więcej jak moneta 5zł. Cała kolekcja liczy ponad 70 cieni, w tym matowe, satynowe oraz błyszczące i metaliczne, dodatkowy podział to Light, Dusk i Night (rozświetlanie, konturowanie i przyciemnianie). Niestety na stronie internetowej nie dostaniemy wszystkich kolorów - często są wyprzedane, w przeciwieństwie do drogerii stacjonarnych. W mojej toaletce jest ich do tej pory zaledwie 12, a wśród nich 10 matowych i 2 błyskotki, lecz to nie koniec moich zakupów, czekam na nowe kolorki! Czas przedstawić te które do tej pory pojawiły się w mojej kosmetyczce!




BŁYSKOTKI
BREEZY (light) - to chłodny, metaliczny niebieski cień opalizujący na srebrzysto. Ma naprawdę bardzo miękką konsystencję, wręcz strach mocniej przyłożyć do niego palec. Jest średnio napigmentowany, ale po nałożeniu na korektor (np. przy cut crease) wygląda bardzo dobrze. Równie dobrze sie blenduje pozostawiając delikatnie połyskującą chumrkę.

FOREST (dusk) - wyjątkowo ciężki cień, ma piękny zielony kolor, soczysty i głęboki, a jednocześnie przygaszony szarością. Po nałożeniu tworzy satynową srebrzysto-zieloną powłokę, ale jest słabo napigmentowany. Nakładałam go jedynie na korektor palcem, aby podbić jego kolor.


MATOWE
VIP (dusk) - hipnotyzujący jasny fiolet z gamy neonów. Jaskrawy, żywy, kosmiczny, wyjątkowy, odcień nieco przypominający fiołki i hiacynty.
URBAN (dusk) - średniociemny, zgaszony, przybrudzony fiolet, Jego nazwa jest adekwatna - jest taki miejski, idealny na codzień do lekkiego makijażu jak i do wyjściowego. 


ELECTRIC (light) - prawdziwy różowy neon niczym zakreślacz! Tak samo jaskrawy i żywy jak poprzednik, elektryzujący i niecodzienny. Must have!
FLIRTY (light) - romantyczny łososiowy róż, kolor wiosny i kwiatów, dość jaskrawy, jednocześnie bardzo kobiecy.


SHOCKER (light) - czysty, jaskrawy, nieco neonowy żółty cień, bez zbędnych podtonów. Elektryczny, skupiający na sobie uwagę, naprawdę szokujący!
ONYX (night) - najczarniejsza czerń, węglowa, głęboka, bez brązowych tonów, czerń doskonała. Must have każdej kobiety!


MULBERRY (dusk) - cień satynowy, delikatny, przydymiony, średniociemny, na pograniczu różu i fioletu, kolor różowego wina, idealny na codzień zarówno na całą powiekę jak i do konturowania oka, totalny must have! Nałożony na mokro jest jeszcze bardziej idealny!
CAPTIVATING (night) - urzekający, głęboki, śliwkowo-winny kolor, wraz ze swoim poprzednikiem tworzy duet idealny, dla mnie to nierozłączna para kiedy chcę wykonać szybki, kolorowy makeup!


MAUVE (dusk) - najmodniejszy kolor ostatnich sezonów, szaro-sino-fioletowy, bliżej nieokreślony, chłodny, jasny. Stworzony do modelowania powieki! Uwielbiam go! Posiadanie go to konieczność, jest idealną bazą do dalszej pracy z cieniami!
COMPLICATED (night) - ciemniejszy odpowiednik cienia o nazwie Mauve z którym tworzy idealny duet, jednak o brązowej bazie, jest zdecydowanie ciemniejszy, a jednocześnie pozostaje chłodny! To także must have! Z tym kolorem gwarantowana połowa sukcesu w makijażu oka!


Dodatkowo do zestawienia dodałam 3 moje ulubione cienie z KOBO z którymi zaczęłam przygodę z kolorowym makijażem. Jest to (od góry) 142 RUSSET (ceglano-czerwono-bordowy z różowymi tonami), 205 GOLDEN ROSE (niepowtarzalny i mój ukochany różowo złoty duochrome), 114 AUBERGINE (fioletowa śliwka o chłodnych tonach)


Love or not?
O ile cienie o wykończeniu metalicznym i satynowym mnie nie przekonały, to cienie matowe zasługują na medal oraz pierwsze miejsce na podium! Każdy z nich jest zabójczo napigmentowany, trzeba naprawdę uważać przy nakładaniu aby nie zrobić sobie plam czy też dość dużej krzywdy. Dwa z nich się minimalnie osypują, jednak całkowicie mi to nie przeszkadza, bo makijaż oka robię zawsze przed wykonaniem makijażu twarzy. Urban, pomimo tego, że darzę go ogromną miłością - czasami nie chce ze mną współpracować tworząc plamy, prześwity i zjadając kolor - nie wiem od czego to zależy, ale zauważyłam to tylko przy tym kolorze, z resztą nie ma tego problemu. Cienie matowe mają suchą, kredową konsystencję, są delikatne i dość łatwo można je uszkodzić, jednak nakładanie ich oraz blendowanie to czysta bajka! Jednocześnie zauważyłam, że fiolety nie zawsze chcą współpracować i podczas dokladania koloru lub rozcierania znikają! Kolor łatwo przenosi się z pędzla na skórę. Są bardzo wydajne i trwałe, nakładam je zawsze na zatowioną powiekę oka, na którą wcześniej nakładam korektor i trzymają się dopóki nie spotkają się z wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Nie wchodzą w załamania, nie rolują się, zostają na miejscu. Nałożone na mokro zyskują na intensywności! Widząc tak piękne i hipnotyzujące kolory nie mogłam przejść obojętnie, dlatego w mojej kolekcji pojawiły się głównie nietypowe odcienie, których używam przy kreatywnym makijażu do zdjęć i do tego dwa brązy, identyczne jak te, które skończyły mi się w gotowej, starej palecie. Moja kolekcja wkrótce powiększy się o kolejne matowe perełki! Cienie są zdecydowanie warte uwagi, ale raczej te matowe, zarówno w cenie 10 zł za sztukę jak i podczas promocji (ja dorwałam część z nich podczas promocji 2+1 i do tego z kartą #KontigoTeam miałam dodatkowy rabat). Koniecznie zajrzyjcie do stacjonarnych drogerii Kontigo, aby móc ich dotknąć i przekonać sie na własnej skórze jaka to przyjemność za tak niską cenę! Na koniec mam dla Was jeszcze kilka makijazy wykonanych za pomocą tych cieni, mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu i skusicie się na te cienie! :) (Cienie wykorzystane w makijażach: 1. Breezy, 2. Forest, 3. Urban+Onyx, 4. Shocker, 5. Electric)








PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz makijażowego, którego ostatnio aktywowałam na nowo @miller.beauty, a także polub mój fanpage Miller Emilia Blog !

Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga, aby być na bieżąco!