Różowe pompony

Hej wszystkim! Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, że zniknęłam na jakiś czas z bloga. Zwyczajnie potrzebowałam małego detoksu od pisania, nie lubię tego robić na siłę, szczególnie wtedy kiedy nie mam na to czasu. Starałam się być aktywna na Instagramie i Story (@miller.emilia) oraz Snapie (milleremilia) i dzielić się nieco swoim życiem, aby nie stracić z Wami całkowicie kontaktu. Jak pewnie widzieliście w ubiegły weekend miałam okazję brać udział w III Konferencji blogerów i vlogerów urodowych, czyli Meet Beauty, jednak nie o tym będzie dzisiejszy wpis. Najpierw załatwię wszystko co stoi w kolejce, a trochę się tego uzbierało! O Meet Beauty przeczytacie w czerwcu :)

Maj przyniósł wiele nowości, a mieszkanie na stałe w Warszawie tylko mi to ułatwia. Pierwszy raz miałam okazję brać udział w o wiele bardziej profesjonalnej sesji niż dotychczas. Umówiłam się z dziewczyną, która chciała wzbogacić swoje fotograficzne portfolio. Sama też na tym skorzystałam - zyskałam nie tylko zdjęcia, ale także spotkałam się z obcą osobą, z którą nigdy dotychczas nie współpracowałam. Jednocześnie miałam szybki kurs dostosowania się do fotografa i do jego stylu robienia zdjęć. Na szczęście Klaudia okazała się być otwartą na propozycje osobą, poświęciła wystarczająco dużo czasu na robienie zdjęć i sama też mówiła wprost co wygląda w obiektywie lepiej, a co gorzej. Efekty naszej pracy możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej, miłego oglądania :)





Postawiłam na nietuzinkowe połączenie czerwieni i różu, jednak w tym wypadku takiego zgaszonego. Wszystko jest na czarnej minimalistycznej bazie czyli spodenkach z wysokim stanem oraz prążkowanym golfie bez rękawów. Czerwono-bordowy plecak ozdobiłam dużym pomponem, który (prawie idealnie) pasuje do moich pudrowo-różowych mokasyn, również z pomponami. Pochodzą one ze strony Renee, a w mojej szafie były już od zimy. Czekały do marca aż stopnieje śnieg i przestanie padać deszcz. Na twarzy zawitały czarno-złote lustrzane okulary przeciwsłoneczne. Zdjęcia zostały wykonane w stylu, który mi niesamowicie odpowiada, czyli street style, w pięknym plenerze - nowoczesnej dzielnicy, gdzie w tle widać Pałac Kultury i Nauki.






PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz nowego makijażowego @miller.beauty, a także polub mój fanpage Miller Emilia Blog !
Możesz dodać także mojego prywatnego snapa - od niedawna mam nową nazwę, którą Cię nie zdziwię - milleremilia !

Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga, aby być na bieżąco!

Najlepszy i najtańszy korektor pod oczy i na niedoskonałości! Bell HYPOallergenic


Często zmieniam korektory, a w swojej toaletce mam ich co najmniej kilka - na niedoskonałości, pod oczy, rozświetlający, na zaczerwienienia i przebarwienia. Ich przedział cenowy to od kilku złotych do kilkudziesięciu. Czym kieruję się kupując kolejny i kolejny produkt? Jakie są moje oczekiwania? Przede wszystkim dobra trwałość i krycie, a jednocześnie lekkość. Następnie w kolejności stoją takie cechy jak nie zbieranie się w załamaniach, jasny, nieciemniejący kolor w odcieniu neutralnym lub lekko żółtym, również taki, który nie staje się pomarańczowy. Jeśli chodzi o dostępność - nie miałam żadnych kryteriów. Mieszkam aktualnie w stolicy, a także wracam do rodzinnego miasta, więc mam dużo sklepów do wyboru, w tym także Kontigo.

Jak już zapewne widzieliście na moim Instagramie (miller.emilia) pojawiło się zdjęcie z tajemniczą paczką od firmy Bell. Nie zdradzałam Wam od razu zawartości, postanowiłam rozłożyć to na raty i pokazać Wam to tutaj na blogu. Zawartość pierwszej z nich możecie już od dawna zobaczyć we wpisie Nowości Bell. Teraz przyszedł czas na drugą część - Bell HYPOallergenic. W przeciwieństwie do pierwszej części, są to produkty dostępne w stacjonarnie wielu Rossmanach oraz praktycznie w każdym Hebe, a także na ich stronie www.bellsklep.com.pl
Czym charakteryzuje się seria Bell HYPOallergenic? Są to polskie kosmetyki stworzone z myślą o kobietach, które kochają makijaż kolorowy, jednak są skłonne do alergii. Są one także skierowane do osób z wrażliwymi oczami i skórą podatna na podrażnienia, noszącymi okulary czy szkła kontaktowe. Zostały przebadane dermatologicznie, a ich cena jest bardzo przystępna.

Nawiązując ponownie do wstępu - mam okazję zaprezentować Wam moje perełki i odkrycie tej wiosny! Korektory korygująco-rozświetlające to pierwsze w mojej toaletce produkty kremowe z aplikatorem w postaci pędzelka - zawsze unikałam tego typu opakowań, uważałam je za mało higieniczne, jednak.. Odkryłam na nie sposób i zawsze najpierw nakładam je na wierzch dłoni, a następnie na wszelkie miejsca wymagające zamaskowania.
Korektory mają lekką konsystencję, są niesamowicie kremowe i łatwe w użyciu, a jednocześnie są naprawdę mocno kryjące! Czy to już ideał? Mam dość trudne oko, bo wiele produktów po całym dniu osadza mi się w zmarszczce pod oczami, a ten tego nie robi! Bardzo ładnie stapia się ze skórą, delikatnie rozświetla okolice dzięki zawartości pigmentów rozpraszających światło. Skóra wygląda na wypoczętą, świeżą, nawilżoną i taka faktycznie jest. Korektor nie obciąża skóry i pozostawia ją w idealnym stanie wydobywając z niej naturalne piękno. Jest niesamowicie trwały, testowałam go w różnych warunkach, włącznie z weselem i utrwalony przetrwał całą noc! A jak z kolorami? Czytajcie dalej :)

Do wyboru mamy 4 wersje kolorystyczne. Numery 01 oraz 02 to odcienie beżu, 03 to jasna zieleń, a 04 to jasny-fiolet. Czas przyjrzeć się każdemu po kolei.

Korektory beżowe są bardzo oczywiste - sprawdzą się jeśli chcemy przykryć niedoskonałości, a także w celu ukrycia cieni pod oczami. 01 to jasny beż, który idealnie sprawdza się przy mojej bladej, neutralno-żółtej karnacji, 02 to oczywiście jego ciemniejszy odpowiednik. W mojej paczce na szczęście pojawił się ten jaśniejszy :) Nie ciemnieje, jeśli go dobrze rozetrzemy, w przeciwnym razie może stworzyć plamę koloru. Stosuję go częściej pod oczy niż na wszelkie niedoskonałości i przebarwienia. W tej wersji sprawdza się idealnie! Ma bardzo dobre krycie, nie wchodzi w załamania i utrzymuje się na skórze calutki dzień! Naprawdę potrzeba niewielkiej ilości aby zakryć inny kolor na skórze, a najlepiej nałożyć dwie cienkie warstwy. Tak jak wspomniałam wcześniej - wyciskam odrobinę na rękę, a następnie palcem nakładam i wklepuję w powiekę, pod oczami, czasem też na niedoskonałości (palcem lub wilgotną gąbeczką). Jest pół-zastygający, więc należy z nim szybko działać, ale trzeba też przypudrować, aby pozostał nienaruszony.

Korektor zielony o numerze 03 to produkt odpowiedni na ukrycie zaczerwienień. Jak zapewne wiecie - taki odcień ma za zadanie neutralizować wszelkie odcienie czerwieni. Ma on jasny kolor, podobnie jak poprzednik - ciemnieje, jeśli go źle rozetrzemy. Jest niesamowicie mocno napigmentowany i trzeba uważać, aby nie zrobić sobie krzywdy. Pomimo tego, że trzeba z nim uważać, spełnia on swoje zadanie w 100%! Jest to najlepszy korektor korygujący kolor skóry jaki miałam!

Jasno-fioletowy korektor z numerkiem 04 to produkt zagadka. Jest to mało popularny kolor wśród korektorów, a według palety kolorów powinien on zajmować się neutralizowaniem koloru żółtego, a według opisu - zakrywać przebarwienia i plamy pigmentacyjne. Ja jednak znalazłam dla niego inne zadanie! Używam go w połączeniu z korektorem beżowym aby jeszcze bardziej go rozjaśnić. Fioletowy korektor jest naprawdę jasny, a jednocześnie chłodny, wręcz bardziej biały, więc w miksując go z 01 uzyskuję idealny neutralny kolor, który nakładam w największym skupieniu tuż pod samymi oczami. Im dalej od oka tym go mniej. Fajnie sprawdzi się też na szczytach kości policzkowych aby wybić blask nałożonego potem rozświetlacza! Dla mnie ten korektor to must have! Uwielbiam go za uniwersalność!


Korektory Bell HYPOallergenic dostaniecie na ich stronie (ale nie sugerujcie się kolorami zarówno tam jak i na moich zdjęciach - zdążyły one ściemnieć od długości wykonywania zdjęć), w dobrych Rossmanach oraz w Hebe za niesamowicie niską cenę - 16,99! To bardzo mało jak na tak dobry produkt! Jeśli tak jak ja borykacie się z problemem umiarkowanych cieni pod oczami oraz wasza skóra inne posiada przebarwienia - koniecznie zaopatrzcie się w ten korektor! Myślę, że nie pożałujecie :)


Jeśli chcecie zobaczyć te korektory w akcji, jak naprawdę się sprawują - wpadnijcie na mój kanał! Znajdziecie je w moim ostatnim filmiku :) KLIK TUTAJ! 

PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz nowego makijażowego @miller.beauty, a także polub mój fanpage Miller Emilia Blog !
Możesz dodać także mojego prywatnego snapa - od niedawna mam nową nazwę, którą Cię nie zdziwię - milleremilia !

Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga, aby być na bieżąco!

Spodenki w kratę, welurowe body & jeansowa kurtka | Soho Factory

Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket

Hej wszystkim! Dziś przedstawiam Wam kolejną stylizację, myślę, że ciągle adekwatną do tej nie-majowej pogody. Myślałam, że wraz z wyższą temperaturą, szczególnie tą, która towarzyszyła nam w weekend, zacznę nosić więcej pasteli, bieli i delikatnych kolorów, a tu proszę: czerń, czerń i jeszcze raz czerń! Tym razem jednak w towarzystwie ciemnej wiśni i bieli, a także różnorodności materiałów.

Głównym elementem są tutaj spodenki w szkocką kratę.. a z przodu - spódnica!  Jeśli nadal nie wiecie jak to funkcjonuje - są to zwykłe szorty, które z przodu mają jeszcze dodatkową warstwę materiału imitującego spódnicę. Są wykonane z milutkiego, miękkiego materiału, nie rozciągają się i dobrze układają. Z boku jest niewidoczny zamek, a same są modelem o podwyższonym stanie. Ich wzór przyciąga uwagę, bo jest to najbardziej kolory element z mojego stroju - bordowo-biała szkocka krata. W dzieciństwie miałam takie spodnia-spódnica i niesamowicie ucieszyłam się jak zobaczyłam ponownie takie coś w sklepie! Od dawna czaiłam się na spodenki lub spódnicę o takim wzorze, tu mam wszystko w jednym :)
Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket


Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket


Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket


Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket

Dobrałam do nich czarne welurowe body na cienkich ramiączkach z głębokim dekoltem, które także jest niesamowicie miłe w dotyku. Mimo wszystko jego tekstura nie wyróżnia się zbytnio z daleka, więc nie widać, że to welur dopóki nie podejdzie się bliżej. Całość dopełnia moja ukochana tej wiosny czarna kurtka jeasnowa z futerkiem. W dniu kiedy robiłam te zdjęcia było niesamowicie ciepło, już w samym body było mi dość gorąco, a co dopiero kiedy włożyłam kurtkę z futerkiem. Jednak uznałam, że odpowiednio dopełnia ona stylizację i zdejmowałam ją jak wychodziłam na pełne słońce.
Na szyi pojawił się choker w kolorze odpowiadającym kolorowi spodenek, a na nogach cienkie czarne rajstopy i granatowe buty. Z początku miały być to czarne botki na obcasie, jednak pogoda sama zadecydowała :) Po mieście kręciłam się z dużą materiałową torbą 'Dzień Dobry' pochodzącą ze sklepu Pan Tu Nie Stał lub z czerwonym plecakiem, wszystko zależało od ilości rzeczy przechowywanych w nich (często noszę tę materiałową torbę przy sobie na wypadek większych zakupów)

Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket

Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket



Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket

Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket

Tło do tych zdjęć zostało zaplanowane już jakiś czas temu, jednak dopiero podczas wolnego weekendu miałam okazję je odwiedzić i zrobić tam zdjęcia. Wymarzyłam sobie połączenie tej stylizacji z surowymi budynkami, ceglanymi ścianami, w klimacie retro. Obszar Soho Factory znajduje na warszawskiej Pradze Południe, jednak rozglądając się po okolicy można zauważyć, że jest to już teren graniczny z Pragą Północ.  Miejsce jest niesamowicie ciekawe, stąd też znajdziecie w tym wpisie zdjęcia nie tylko moje. Panuje tu specyficzny klimat i myślę, że zdjęcia to oddają. Dodatkowym elementem jest neonowy napis EMILIA, który znajduje się tuż pod parkingiem dla mini-busów 'ogórków'. W końcu gdzieś pojawiło się moje mało popularne imię! :)

Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket


Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket



Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket

W rolę fotografa wszystkich zdjęć z dzisiejszego wpisu wcielił się mój chłopak, który ponownie spisał się na medal, tym razem jednak złoty! Jestem niesamowicie zadowolona z efektów naszej wspólnej pracy, w końcu oboje pasjonujemy się fotografią i ciągle uczymy, a praktyka jest równie ważna.
Spodenki w kratę, welurowe body, jeansowa kurtka, checked skirt, checker shorts, velvet body, jeans jacket

Jak podobają Wam się zdjęcia?
Co sądzicie o tym połączeniu?
Czekam na Wasze komentarze i opinie! Do usłyszenia! :)

PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz nowego makijażowego @miller.beauty, a także polub mój fanpage Miller Emilia Blog !
Dodaj nas również na swojego snapa, od teraz wtorki to moje dni! 
seven_bloggers. Możesz dodać także mojego prywatnego snapa - od niedawna mam nową nazwę, którą Cię nie zdziwię - milleremilia !

Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga, aby być na bieżąco!

Secret Garden | Nowości Bell


Kosmetyki polskiej firmy Bell nie raz gościły na moim blogu czy Instagramie. Dużą popularnością cieszyły się matowe pomadki w płynie, które miały premierę w maju ubiegłego roku oraz kremowe cienie do powiek z październikowej kolekcji Wanted, głównie dlatego, że sprawdzały się one jako pomady do brwi w atrakcyjnej cenie! Sama również skusiłam się na te produkty, a ich recenzję oraz kilku innych produktów dostępnych w stałej kolekcji znajdziecie w listopadowym wpisie.
Secret Garden to nowa limitowana kolekcja kosmetyków dostępna na wyłączność w szafach Bell w sklepach Biedronka. Jak sama nazwa mówi - nawiązuje ona do natury, kwiatów, tajemniczości.. a produkty z tej serii całkowicie do niej pasują. Za chwile przekonacie się dlaczego!


Pierwszą rzeczą, która zdecydowanie najbardziej mnie cieszy w tej nowej kolekcji są produkty do ust, ale.. jak już wiecie moda na matowe pomadki powoli przemija, a na jej miejsce wchodzą te o pełnym błysku. Nowe błyszczyki Secret Garden o nazwie Sparkly Gloss całkowicie trafiły w nadchodzący trend! Dzięki szklistemu wykończeniu usta są optycznie powiększone, a zawartość perłowych pigmentów sprawia, że efekt się potęguje. Ogromny plus dla tego produktu - ma niesamowitą konsystencję aksamitno-żelową, a po nałożeniu nie klei się! Choćbym nałożyła go kilka warstw - usta pozostaną gładkie, lśniące, pełne i stale bez efektu klejenia się. Właśnie z tego względu ten produkt trafił w moje serce. Ponadto zawiera on substancje nawilżające i wygładzające usta, dzięki czemu nie musimy martwić się o przesuszenie naszych warg.  Drobinki zawarte w błyszczyku dają efekt szklistej tafli, są bardzo drobne, nienachalne i prawie niewidoczne. Dopiero w całej konsystencji możemy zauważyć pożądany efekt.

Produkt dostępny jest w 5 wariantach kolorystycznych. Pierwszy z nich nie pozostawia koloru na ustach, jest półtransparentny o typowo perłowym, chłodnym wykończeniu ze srebrzysto-niebieskimi drobinkami, daje holograficzny efekt. Drugi to delikatny, jasny róż podbijający naturalny kolor warg, a wypełniony jest po brzegi złoto-różowo-niebieską masą, podobnie jak poprzednik - uzyskamy nim efekt holo na ustach, ale o innym odcieniu. Trzeci to mocniejszy poprzednik, jest bardziej różowy, ciemniejszy, o drobinkach opalizujących na różowo-fioletowo, ma on najwięcej pigmentu barwiącego usta. Czwarty jest jasną, beżową masą zawierającą ciepłe tony wśród drobinek, zdecydowanie najmniej przypadł mi do gustu. Piąty, a za razem ostatni to ciemniejsza wersja poprzedniego koloru, gdyż jest on bardziej brązowo-miedziano-złoty, o zdecydowanie ciepłych tonach, a w drobinkach możemy znaleźć nieco różowego pigmentu - to sprawia, że ten kolor tak trudno opisać.


W moje ręce najpierw trafił holograficzny nr. 2 oraz niepowtarzalny i nietuzinkowy nr. 5, a moja kolekcja wkrótce powiększy się o numerki 1 oraz 3! Uwielbiam edycje limitowane, a błyszczyki z tej serii są niesamowicie uniwersalne, podobnie jak listopadowe cienie w kremie - używam ich solo na usta, jeśli chcę optycznego powiększenia, odświeżenia looku, delikatnego, nienachalnego podkreślenia czy dopełnienia wiosennego makijażu.. jednak sprawdzają się też one świetnie nałożone na pomalowane wcześniej usta inną, bardziej kolorową pomadką, zarówno kremową jak i matową. Uzyskujemy wtedy dość niepowtarzalny efekt, bardzo wiosenny. Błyszczyki z tej serii goszczą na moich ustach niemal codziennie, a w trakcie dnia poprawiam je jedynie po obiedzie - z racji tego, że się nie kleją utrzymują się na ustach bardzo długo, a ponieważ nie są bardzo barwiące - nie zauważamy takiego braku, kiedy się nieco zje! Do tego całkowicie przepadłam za zapachem, który jest charakterystyczny dla produktów do ust firmy Bell - słodki, nieco ciężki, pachnący wiosną i latem!


Drugą nowością są lakiery do paznokci inspirowane wiosennymi kwiatami z Sekretnego Ogrodu. Jest to zestawienie pasteli i żywych kolorów, które pięknie ze sobą współgrają, a także prezentują się solo. Do tego mamy 3 różne wykończenia. Kolekcja, a właściwie jej kolory są kwintesencja wiosny, a zaraz przekonacie się dlaczego!

Pierwszy kolor inspirowany jest kolorem kwiatów magnolii, stąd też jego nazwa Magnolia. Jest to delikatny pudrowy róż z domieszka tonów nude, piękna pastela na codzień, uniwersalna. Dodatkowo zawiera w sobie bardzo małe drobinki opalizujące na żółto-złoto, dając efekt syrenki na paznokciach! Niestety niesamowicie trudno było mi wychwycić ten efekt na zdjęciach, ale możecie mi wierzyć na słowo, że prezentuje się on wspaniale i pasuje do wszystkiego. Jest bajeczny i magiczny. Lakier osiąga pełne krycie już przy drugiej warstwie. 


Forget Me Not, czyli niezapominajka, to drugi kolor z wiosennej kolekcji Secret Garden. To piękny chłodny, pastelowy błękit, taki którego od dawna poszukiwałam! Wzbogacony jest o srebrno-złote drobinki pięknie opalizujące i podbijające kolor tego błękitu i dający efekt syrenki. Niestety jego krycie jest najgorsze z tych wszystkich - dopiero 3cia cienka warstwa sprawiła, że nie było prześwitów, jednak dla takiego koloru jestem w stanie się poświęcić!


Secret Flower to już ciemniejszy, cięższy kolor, a dokładniej - mocny, intensywny turkus, bardziej niebieski niż zielony. Zawiera w sobie srebrne drobinki opalizujące na błękit. Świetnie kryje już przy pierwszej warstwie, jednak dla pewności dokładam jeszcze jedną cienką. 


Głęboki amarant, to lakier o nazwie Orchid. To mój drugi ulubieniec z tego zestawu. Kolor jest pomiedzy różem a fioletem, bardzo intensywny i ciężki, wzbogacony o perłowe drobinki w kolorze złoto-żółtym. Na paznokciu daje efekt pięknej, gładkiej tafli już po pierwszym pociągnięciu, jednak tutaj także dokładam jeszcze jedną warstwę.


Żywy, nieco pastelowy pomarańcz to kolor o nazwie Tulip. Dla mnie taki kolor to nowość, jednak już wiem, że to on wkrótce zagości na moich pazurkach, jak tylko trochę urosną (niestety wszystkie ostatnio skróciłam do minimum, a nie przepadam za mocnymi barwami na krótkich paznokciach). Kolor daje pełne krycie po dwóch cienkich warstwach, jest on niesamowicie wiosenny, promienny i słoneczny, nieco zabielony, dający szkliste wykończenie bez drobinek.


Neutralna, nieco malinowa czerwień o szklistym wykończeniu to ostatni kolor z wiosennej kolekcji, a dostał nazwę Rose, czyli róża. Piękny głęboki kolor, intensywny, a do tego ponadczasowy i uniwersalny, w sam raz na wiosnę! Pełne krycie osiąga po nałożeniu dwóch warstw. Mój kolejny faworyt.


Jak widzicie kolekcja wiosenna to nie tylko różowy. Znajdziemy tu 6 współgrających ze sobą kolorów, które można dowolnie łączyć, gdyż praktycznie każdy ze sobą pasuje! W dodatku niesamowicie podobają mi się nazwy tych lakierów! O pigmentacji i nakładaniu już się wypowiedziałam, a trwałość jak zawsze bez zastrzeżeń - ok 5 dni bez uszczerbków :) Lakier kosztuje 6,99 zł i również pochodzi z limitowanej kolekcji Secret Garden.
PS. Musicie mi wybaczyć te niedociągnięcia w malowaniu - naprawdę nie lubię malować krótkich paznokci, a chciałam jak najlepiej pokazać Wam kolory.. Dlatego na zdjęciach mam brudne łapki od zmywania lakieru czy też drobne niedociągnięcia - zdjęcia były robione jednego dnia, jedno po drugim, a lakier na zdjęciach był cały czas mokry :)

W ofercie jest jeszcze piękny, tłoczony puder, który składa się z kilku kolorów, a po zmieszaniu tworzy piękną taflę - widzę go w roli pięknego rozświetlacza na wiosnę! Szybko, oferta limitowana Secret Garden przewidziana jest tylko na kwiecień i maj bieżącego roku!

Kupujecie produkty Bell
Macie jakieś produkty z tej firmy, które są Waszymi perełkami, a były w ofercie limitowanej?
Odsyłam Was do moich perełek z listopadowego postu!
Jak Wam się podobają te wiosenne zdjęcia?
Pasują do klimatu Sekretnego Ogrodu?

Przy okazji wpadnijcie na mój kanał na YT, gdzie znajdziecie filmik z nowościami oraz tutorialem makijażu wiosennego! :) KLIKNIJ I OGLĄDAJ TUTAJ :)



PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz @miller.beauty, a także polub mój fanpage Miller Emilia Blog !
Dodaj nas również na swojego snapa, od teraz wtorki to moje dni! 
seven_bloggers. Możesz dodać także mojego prywatnego snapa - od niedawna mam nową nazwę, którą Cię nie zdziwię - milleremilia !

Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga, aby być na bieżąco!