facebook google twitter tumblr instagram linkedin
  • Start
  • Kategorie
    • Lifestyle
    • Fashion Diary
    • Beauty & Care
    • Podróże
    • Poradniki
    • Event
  • Serie
    • Basic
    • Long Hair Don't Care
  • Mapa podróży
  • O mnie
  • Kontakt

Emilia Miller


Niecały rok temu na blogu zachwycałam się zestawem do konturowania marki Smashbox, w którego skład wchodził cudowny chłodny puder do konturowania, ciepły bronzer bez pomarańczowych tonów i jasny, żółty puder do rozjaśniania buzi, szczególnie strefy pod oczami. Spokojnie, moja miłość nie minęła, choć produkt prawie całkowicie wykończyłam. Ostatnie pół roku, kiedy słońce już nie wychodzi zza chmur, namiętnie korzystałam tylko i wyłącznie z pudru brązującego marki Benefit Cosmetics - kultowa Hoola. Do mojej rodziny dołączyła w styczniu także jego jaśniejsza i delikatniejsza siostra, czyli Hoola Lite. Na myśl przyszedł mi temat - dlaczego nie porównać ich obu i nie ułatwić wam kupna jednego (a może dwóch) z nich? Jeśli jeszcze ich nie znacie lub mieliście do czynienia tylko z jednym - przedstawię je wam w skrócie.


Oba produkty są dostępne na wyłączność w perfumerii Sephora i kosztują około 170 zł. Klasyczna Hoola jest dostępna zarówno w formacie mini o gramaturze 4g (połowa), a także w limitowanej edycji JUMBO czyli 16g (2x większa). Normalna gramatura to 8g niekończącej się przyjemności. Puder zamknięty jest w niesamowicie trwałym, opornym na ciągłe otwieranie i na upadki tekturowym opakowaniu wraz z lusterkiem i mini pędzelkiem z naturalnego włosia (osobiście nie przepadam za nim). Nigdy nie miałam do czynienia z tak świetnie wykonanym opakowaniem! Z racji tego, że pracuje w Sephorze widzę ten produkt niemal codziennie, jednocześnie wiem ile razy jest on w stanie upaść i.. się nie potłuc. Ciągłe otwieranie, używanie kilka razy dziennie przez klientów, a on ciągle wygląda idealnie. W dodatku bardzo łatwo wyczyścić tekturkę z ewentualnych zabrudzeń. Kolejną zaleta jest głębokie umieszczenie produktu - umożliwia ono zanurzenie całego pędzla i nabranie produktu, jednocześnie to co zacznie się pylić nie wysypie się poza opakowanie i przy następnym użyciu można najpierw użyć tego sproszkowanego.
Czas wyjaśnić rzucone wcześniej hasło 'niekończąca się przyjemność' - przy tak dobrej pigmentacji wydajność produktu wzrasta i nie sposób zużyć go w czasie krótszym niż rok, a nawet dwa.
Co jeszcze łączy oba te produkty? Łatwość blendowania. Nie dość, że wystarczy bardzo mała ilość produktu, żeby musnąć skórę odrobiną słońca, to rozcieranie go jest wielką przyjemnością. Jest on miękki, współgra z wcześniej nałożonym podkładem i pudrem, nie zostawia plam i wszystko da się skorygować, jednak warto pamiętać - mniej znaczy więcej i lepiej zbudować kolor dokładając warstwę, niż od razu nakładając za dużo. Efekt jest niesamowicie naturalny, na mojej neutralnej, jasnej skórze wygląda lepiej niż czyste konturowanie chłodnym bronzerem (może wystąpić efekt 'trupa'), bo dodaje jej blasku i świeżości. Warto dodać, że bronzer jest całkowicie matowy, bez ani jednej drobiny ani efektu satyny. Trwałość - nie znika buzi przez cały dzień, pozostaje na miejscu nieruszony, nie traci na intensywności i to mnie najbardziej zaskoczyło. Czas przedstawić znaczącą różnicę - kolor.



Hoola
Promienne lato, drink w cieniu palmy.. dokładnie tak opisałabym ten kolor.  Jednocześnie kolor mi się kojarzy z piachem podczas zachodzącego słońca, z delikatną domieszką ciepłych, złocistych tonów. To mieszanka całkowicie neutralna, która w mniejszej ilości może posłużyć za lekki kontur (lecz nie jest on do tego przeznaczony), a w większej do ocieplenia buzi i do tego własnie został stworzony. Pozostawia na skórze promienny kolor, przez który skóra od razu nabiera zdrowego blasku i witalności. Mała ilość działa cuda!

Hoola Lite
Z zasady przeznaczony do jasnej karnacji taka jak moja. Kolor jest ciut chłodniejszy, jednak ciągle neutralny, odcień typowo piaskowy, niczym pustynia - to dla niego idealne określenie. Nie przepadam za nim solo, daje bardzo soft efekt konturu i ocieplenia, chyba, że to ultra lekkiego makijażu (tj. korektor pod oczy i punktowo, kredka na brwi i wytuszowane rzęsy, rozświetlone policzki i usta), za to znalazłam całkowicie inne zastosowanie, które przetestowałam na kilka sposobów, jednak przekażę Wam ten najlepszy: nakładamy klasyczną Hoola na policzki, zarówno w linię konturu jak i nad (strefa ocieplenia), a następnie w samą linię konturu (zagłębienie, dziubek) nakładamy Hoola Lite, która nabiera.. chłodnego odcienia! Dzięki temu pogłębiamy nasz kontur, mając jednocześnie zdrową, promienną, muśniętą złotym słońcem skórę :)

Podsumowanie
Który wybrać?
Gdybym miała wybierać Hoola czy Hoola Lite, biorąc pod uwagę swoją jasną karnację.. wybrałabym oczywiście klasyczną wersję. Moim zdaniem wygląda o wiele lepiej na buzi, dla mnie wersja Lite jest ciut za jasna i robi się żółtawa. Dodatkową zaletą jest zużycie produktu - ciemniejszego zużyjecie mniej, bo będziecie go nakładać także mniej. Dla wprawionej ręki nie ma mowy o krzywdzie czy plamach. Jeśli jednak miałabym możliwość kupienia obu kolorów - oczywiście bym tak zrobiła!



A Wy jakie macie ulubione produkty do konturowania i ocieplania buzi?
Wolicie chłodne konturowanie czy delikatne muśnięcie słońcem i ocieplenie?
Znacie te produkty od Benefit Cosmetics? 
Który z nich wybierzecie jako pierwszy do testów?
12:00:00 4 komentarze

W końcu dojrzałam do tego, aby kupić droższą paletę cieni. Było to dla mnie dość spore wyzwanie, ponieważ jestem dość wybredna i miałam 3 powody dla których nie mogłam się przez dłuższy czas na nic zdecydować:
1. Paletki MUR z nowych serii mają świetną, wystarczającą jakość - mogę mieć dużo za niską cenę
2. Żadna paleta mnie nie zadowala w pełni (ilość cieni, jakość, kolorystyka i dobór kolorów, np. palety Hudy)
3. Pracując w Sephorze zdążyłam solidnie zapoznać się ze wszystkimi dostępnymi tam paletami i przekonać się, że wcale nie są mi potrzebne do szczęścia.
Cena nie grała roli - na wymarzoną paletę mogłam przeznaczyć dowolną kwotę, jednak musiała mnie chwycić za serce i nie puścić po kilku użyciach. Postanowiłam sobie kupić coś nowego z okazji urodzin, które mam w czerwcu, jednak do sierpnia nie pojawiło się nic co by mnie zainteresowało. Moje serce zabiło mocniej, kiedy premierę miała paleta Urban Decay. Wiedziałam, że musi być moja.

BORN TO RUN to paleta 21 cieni o wykończeniu matowym, satynowym oraz błyszczącym i metalicznym. Można ją podzielić na dwie części pod względem kolorów - zachód słońca i ziemia. Nie pochodzi ona z kultowej serii NAKED, które moim zdaniem nie mają się czym bronić - tylko 12 kolorów, które zlewają się w jednokolorową plamę, wysoka jakość nieadekwatna do średniej, bardzo przeciętnej jakości. BTR stoi kilka poziomów wyżej z jakością i sprawiło, że odzyskałam wiarę w cienie Urban Decay. Cienie zamknięte są w bardzo solidnym, masywnym opakowaniu zamykanym na mocny magnes, a wewnątrz znajdziemy duże lusterko. Design całkowicie przypadł mi do gustu - pełna inspiracja podróżami po świecie, jest to kolaż zdjęć z zakątków naszej Ziemi.  Matowe - to bajka, niesamowicie napigmentowane, bardzo miękkie, ale niepylące, ławo przechodzą na pędzel i na powiekę, pigmentu nie ubywa, a blendowanie i praca nimi to chwila przyjemności. Ani jeden się nie osypuje! Nie mogę o nich powiedzieć ani jednego złego słowa, za wyjątkiem łososiowego cienia, który jest nieco bardziej suchy. Po raz pierwszy polubiłam się z cieniami o wykończeniu satynowym - można z nimi działać jak z matem, jednak dają przy tym bardziej świetliste odbicie. Są bardziej zbite, twarde, pigment trudniej przechodzi na pędzel, jednak praca na powiece należy do bardzo przyjemnych. Cienie błyszczące, metaliczne - tu się chyba nie da niczego zepsuć :) Są miękkie, najlepiej wyglądają nałożone palcem na mokrą powiekę (z bazą, glitter primerem), jednak nie ma problemu z nałożeniem ich pędzlem, a nawet z blendowaniem. Odbijają światło na różne kolory, część z nich nawet na więcej niż dwa, połyskują przez cały dzień.


Poniżej pełen spis kolorów wraz z oznaczeniem (M, S, B):
M-matowy
S-satynowy
B-błysk/metalik

BREAKAWAY (S) - bazowy, jasny beż
STRANDED (B) -  jasne złoto opalizujące na żółto i różowo
BLAZE (B) - niemal cielisty cień dający opalizującą poświatę złoto-różaną
WEEKENDER (M) - ciemniejszy odpowiednik bazowego cienia w macie, dla jasnych karnacji może być za ciemny, jednak można nim fajnie zbudować powiekę w dziennym makeupie
STILL HOT (M) - łososiowy, pastelowy pomarańcz z domieszką różu
RIFF (M) - ulubiony, uniwersalny, transferowy cień do podkreślania załamania, ciepły średni brąz
GOOD AS GONE (S) - ciemny, ciepły czekoladowy brąz z delikatnym złotym pyłem

HELL RIDE (M) - cudowny amarant, róż, fiolet i bordo w jednym
BAJA (M) - najpiękniejszy, ciepły, soczysty i intensywny jesienny/późno-letni pomarańcz
ACCELERATE (B) - pomarańczowo-miedziane złoto
GUILT TRIP (B) - fiolet o chłodnych tonach ze srebrzystą poświatą
IGNITE (B) - jasnopomarańczowe złotko
SMOG (B) - antyczne, brudne złoto
WANDERLUST (B) - zgniła zieleń, ciemne khaki, które przypomina mi kolor dolarów

WILDHEART (S) - amarantowy róż ze srebrzysto-różową poświatą
PUNK (M) - bardzo ciepły brąz o bordowym podbiciu
DOUBLE LIFE (B) - miedziano-różowy brąz
JET (S) - głęboka czerń ze srebrzystym tonem
DRIFT (B) - niesamowity odcień grafitu o srebrnych, sino-fioletowych, chłodnych tonach
RADIO (B) - kolor głębokiego morza, turkusowy, ciemny granat, morski
BIG SKY (B) - jasny turkus o niebieskim/błękitnym i zielonkawym podbiciu

Praca tymi cieniami, tak jak wspomniałam, to czysta przyjemność. Trwałość? Bez problemu utrzymują się cały dzień niezależnie czy nałożę je na korektor czy bazę (Smashbox 24h lub Zoeva). Nie ważą się, nie rolują i nie wchodzą w załamania, nie tracą na intensywności podczas nakładania, pracy, blendowania, a także podczas dnia, istnieje możliwość stopniowania koloru, nie robią plam, wszystko można rozetrzeć. Widzę dość dużą różnicę pomiędzy tą paletą, a paletami, które dotychczas kupowałam, czyli głownie Makeup Revolution.

BORN TO RUN stała się moją ulubioną paletą, od dnia zakupu się z nią nie rozstaję. Towarzyszy mi każdego dnia, bez wyjątku, zabieram ją na każdy wyjazd, zarówno do domu jak i na typowe wyjazdy. 21 cieni idealnie dobranych, aby stworzyć makuep dzienny w 3 minuty, wieczorowy, elegancki, szalony i kolorowy, dosłownie na każdą okazję. Beż, czarny, brązy, różne kolory w przeważającej ciepło-neutralnej tonacji, różne wykończenia. Nic dodać, nic  ująć. Moja paleta idealna i samowystarczalna.







22:00:00 6 komentarze

Nie odkryłam Ameryki, niczym nowym Was nie zaskoczę, z pewnością słyszeliście niejedno słowo o tych paletach, jednak jak to mawiają - ile ludzi, tyle opinii, dlatego też i ja postanowiłam zrecenzować kultowe paletki Five Points Palette.

Marka MIYO to młodsza siostra Pierre Rene, która prężnie rozwija się głównie na instagramie promując swoje kosmetyki także wśród blogerek i pasjonatek kolorowego makijażu. Poza kultowymi już paletkami za 15 zł, w ofercie znajdziemy masę innych produktów niezbędnych do wykonania makijażu całej twarzy, jednak największą popularnością cieszą się niewątpliwe iskrzące i połyskujące pigmenty i sztuczne rzęsy. Podczas konferencji miałam okazję dotknąć każdego z tych produktów i od razu wiedziałam, że muszą być moje, dlatego w moje ręce wpadły 4 paletki z kolorami, których jeszcze nigdy nie miałam.

FIVE POINTS PALETTE
Dostępna w 17 wersjach kolorystycznych (5 pochodzi z letniej edycji limitowanej) paleta to zbiór 5-ciu idealnie pasujących do siebie cieni tworzących kompletną, inspirującą całość. Znajdziemy w nich zarówno maty, satyny jak i foliowo-metaliczne wykończenie. Każdy z nich jest bardzo dobrze napigmentowany, jednak trzeba nauczyć się z nimi pracować. Maty są dość suche i czasami ciężko przechodzą z pędzla na powiekę, dlatego lubię nakładać je na mokry korektor. Swoje pierwsze makijaże z wykorzystaniem tych palet skończyły się prześwitami i dziurami, bo nie potrafiłam się z nimi obchodzić - byłam przyzwyczajona do miękkich matów z paletek MUR. Intensywność cieni można stopniować dokładając kolejne warstwy, jednak trzeba pamiętać, że cienie poprzez swoją suchą konsystencję się dość mocno osypują. Cieniom satynowym i foliowo-metalicznym nie mogę zarzucić kompletnie nic - są cudowne, szczególnie te drugie! Jestem w nich całkowicie zakochana! Są masełkowate, bardzo mocno napigmentowane, a do tego iskrzą jak prawdziwe perełki. Moim ulubieńcem jest zdecydowanie cień z niebieskiej paletki. Jak na paletkę za 15 zł są naprawdę warte uwagi! Przystępna cena, świetna pigmentacja, dobra dostępność (nie tylko na stronie MIYO, ale także w sklepach Auchan!) sprawia, że te palety powinny znaleźć się w każdej toaletce, nie tylko dla osób początkujących z makeupem oczu (bezpieczne kolory są w wielu paletach), ale także dla tych, którzy lubią szaleć z kolorem (w tym wypadku KONIECZNIE spróbujcie 06 Carnival)!



No. 03 OLD ROSE
W skład tej paletki wchodzą dwa cienie matowe, dwa satynowe i jeden foliowo-metaliczny. Za jej pomocą wyczarujemy zarówno dzienny, jak i wieczorowy makijaż, wystarczy odrobina kreatywności i pomysłu. Jest samowystarczalna i nie potrzebujemy żadnych innych odcieni, aby stworzyć piękny makeup w odcieniach lawendy. 4-ty cień był nieco problematyczny przy nakładaniu na rękę, jednak na oku tego problemu nie było. Od góry: satynowa perła, matowy jasny neutralny brąz, matowy chłodny wrzosowy odcień (pudrowy róż z domieszką fioletu), satynowa lawenda, folia ciemnofioletowa z przebłyskiem srebra i brązowego różu.



No. 14 Killing Me Softly
3 błyskotki, jedna folia i jeden mat - tak prezentuje się niebiańska paleta w odcieniach niebieskich. Jest niezwykle inspirująca, a makijaż wykonany z jej pomocą może być zarówno klasycznym smokey, jak i delikatnym anielskim podkreśleniem brązowej lub błękitnej tęczówki. Sprawdzi się też jako dopełnienie innych palet. W jej składzie znajdziemy błyszczące srebro, srebro opalizujące na błękit oraz fioletowo-granatowy, piękną błękitną folię, która jest moim ulubieńcem, a także granatowy, chłodny, ciemny mat.



No. 15 Consequences 
Inspiracją do stworzenia tej paletki niewątpliwie był żywioł ziemi. Brudne brązy, zielenie - podbiją niebieską tęczówkę, a przy brązowej i zielonej otulimy ją naturą. Początkowo nie byłam do niej przekonana, nie czułam kompletnie tych kolorów.. jednak po wykonaniu pierwszego makijażu z tym pięknym duochromem - przepadłam! W palecie znajdziemy głęboką brązową folię, zielono-oliwkowy duochrome opalizujacy na brąz, jasny beż opalizujący na delitakne pudrowe złoto i srebro, a do tego dwa maty: ciepły brąz przełamany pomarańczem, drugi jaśniejszy i zdecydowanie chłodniejszy beż.



No. 06 Carnival
Nazwa mówi sama za siebie - przepych, kolory. Taka jest paletka zainspirowana karnawałem. Zawiera same maty, o najlepszej pigmentacji spośród pozostałych paletek, energetyzujące kolory z nutą szaleństwa. Soczysty niemal neonowy pomarańcz, cudowna malina, elektryczny i neonowy róż, inspirujący turkus i intensywny niebieski. Must have jeśli chodzi o makijaż kolorowy! Zobaczcie jak pięknie prezentują się te kolory na oczach!



Z kosmetyków MIYO warto także sięgnąć po kredki oraz pigmenty. Te pierwsze posiadam w dwóch rodzajach: cielistą na linie wodną, a białą i czarną z serii Maniac używam także jako bazy pod inne kolory. Są bardzo dobrze napigmentowane i nie rozmazują się. Pigmenty rozszerzyły swoją kolorystykę, ja na tą chwilę posiadam jedynie 01, czyli sreberko! Kosztują aż... 8,50zł za sztukę, a są warte uwagi! Koniecznie musicie się z nimi zapoznać.



Wszystkie makijaże znajdziecie na moim instagramie @miller.emilia oraz @miller.beauty
12:30:00 20 komentarze
Od 4 tygodni mam okazję testować nowości od marki Bell Hypoallergenic - całą letnią kolekcję, którą mogliście zobaczyć jakiś czas temu na moim instagramie @miller.emilia. Nie ukrywam, że najbardziej zaciekawiły mnie podkłady Nude Liquid Powder, dlatego też one jako pierwsze pojawiają się we wpisie na blogu wraz z towarzystwem korektorów. Jeśli jesteście na bieżąco z nowościami, zapewne spotkaliście się już z tym podkładem na kanałach na YouTube. Z tytułu zapewne się domyślacie, że to mój HIT, jednak, aby przekonać się dlaczego koniecznie przeczytajcie dalszą część postu.

Nude Liquid Powder - Intense Cover 10h
Płynny hipoalergiczny produkt zamknięty jest w szklanej buteleczce o pojemności 30 ml wraz z modną w ostatnim czasie pipetą, ułatwiającą higieniczną aplikację.Niestety jego wadą jest zbyt mały otwór i zbyt duża średnica pipety, przez co często przy wkładaniu podkład ucieka za buteleczkę. Produkt ma dość mocno płynną i lejącą konsystencję, po nałożeniu na buzię lub dłoń spływa szybkim strumieniem. Dostępny jest w 3 odcieniach, z czego 01 jest naprawdę bardzo jasna i nawet za jasna dla mnie, dlatego mieszałam go z 02.
01-porcelanowy, bardzo jasny odcień, neutralny odcień, idealny do rozjaśniania
02-średnio jasny, idealny dla większości Polek na cały rok z wyłączeniem lata, neutralny beż
03-kolor stworzony dla osób łapiących promienie słońca, idealnie dostosuje się do waszej opalenizny


Producent rekomenduje nakładanie podkładu opuszkami palców, ja jednak jestem przyzwyczajona do zwilżonej gąbeczki i nakładam go tylko w ten sposób. Potrzebna jest niewielka ilość produktu, aby ujednolicić koloryt twarzy, zakryć niedoskonałości i przebarwienia - przy zbyt dużej ilości podkład nie chce trzymać się twarzy i odkleja się już przy nakładaniu. Daje naturalne aksamitne i satynowe wykończenie i stapia się ze skórą, sprawiając, że wygląda na idealnie gładką i nagą. Krycie można stopniować, jednak już przy pierwszej cienkiej warstwie jest ono średnie, osobiście dokładam minimalnie przy policzkach.

Komu sprawdzi się ten podkład? Jako posiadaczka cery mieszanej, skłonnej do wyprysków uważam, że został stworzony właśnie dla mnie! Jako bazę nakładam lekki krem nawilżający oraz/lub Primer Water ze Smashboxa, a gruntuje swoim ulubionym pudrem z Golden Rose (Longwear Finishing Powder) i ściągam ewentualną pudrowość ponownie za pomocą Primer Water. Na dobrze nawilżonej buzi nie podkreśli suchych skórek, ani nie będzie powodować uczucia ściągnięcia. Fluid nie ciemnieje, ani nie zapycha, nie uwydatnia porów, nie zbiera się w załamaniach. W moim przypadku nie schodzi nawet z nosa! Można go nosić bez pudru, dzięki swojemu wykończeniu (np. przy suchej cerze). Długo utrzymuje mat. Producent obiecuje trwałość do 10 godzin, jednak śmiało mogę powiedzieć, że często nakładałam go w okolicach godziny 7/8, a on o 22 ciągle wyglądał bardzo dobrze, jedynie drobne niedoskonałości zaczynały przebijać.. czas? 15 godzin, a on ciągle wygląda nienagannie! IDEAŁ! 

Używam go codziennie i jest moim ulubieńcem! Testowałam go zarówno przy niepogodzie, jak i podczas upałów, był ze mną podczas deszczu i imprez w plenerze, na zdjęciach makijaży. Jest ultralekki i jednocześnie kryjący, w dodatku pięknie utrzymuje inne produkty na skórze, świetnie sprawdzi się na lato! Kosztuje 29 zł i znajdziecie go w drogeriach Hebe wśród nowości marki Bell Hypoallergenic. MUST HAVE! Musisz go przetestować! 




Skin Stick Concealer
Pierwszy z korektorów to kamuflaż w sztyfcie. W paczce znalazłam dwa kolory: 015 Ivory oraz 025 Vanilla. Jest to wykręcany stick o kremowej, nietłustej, gęstej konsystencji, która się łatwo nakłada. Dobrze stapia się ze skórą i średnio kryje, sprawdzi się do niewielkich przebarwień. Przeznaczony jest do drobnych niedoskonałości. Oba kolory przypadły mi do gustu - jaśniejszy jest naprawdę jasny i żółty, drugi z kolei ma bardzo ładny beżowy, neutralny odcień. Jest to świetna sprawa do torebki, żeby za dnia coś poprawić. Jest dość trwały i nie odcina się przy nakładaniu na podkład. Jest lekki i zdarzyło mi się zastosować go pod oczy.

Liquid Eye Concealer
Korektor pod oczy również dostałam w dwóch odcieniach - 03 Lightening Peach i 04 Lightetning Banana, jednak kolory są dla mnie nieużytkowe jako zwykłe kolory pod oczy. Pierwszy z nich jest łososiowo-brzoskwiniowy i za ciemny, drugi zaś bananowo-żółty, gdzie przy mojej neutralnej karnacji mocno się odcinają. Znalazłam dla nich inne zastosowanie - stosuje je jako baza neutralizująca zasinienia pod oczami, a dopiero na to kolorowy korektor kryjący. Produkt jest zamknięty w opakowaniu z aplikatorem, jest średniokryjący i lekko zastygający, niestety-bardzo mocno ciemnieje, co zdyskwalifikowało te produkty do normalnego używania.


Podsumowując: koniecznie przetestujcie najnowszy podkład Nude Liquid Powder! Jeśli jesteście posiadaczkami mieszanej skóry i szukacie czegoś lekkiego na lato, co jednocześnie przykryje wam zmiany skórne - myślę, że to może być strzał w 10!



10:48:00 5 komentarze
Starsze posty

O mnie

Jestem Emilia, mam 22 lata. Na moim blogu znajdziesz wpisy o dotyczące urody, mody, a także podróży! Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie i zostaniesz ze mną na dłużej xoxo .
Kopiowanie treści oraz zdjęć zamieszczanych na blogu jest surowo zabronione.
Kontakt: miller.emilia0@gmail.com

Kategorie

RECENZJE basic event lifestyle long hair don't care moda podróże poradnik uroda

Archiwum

  • ▼  2019 (5)
    • ▼  sierpnia (1)
      • Fotoszop w tubce, czyli ultragładka buzia bez poró...
    • ►  marca (3)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2018 (29)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (6)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2017 (43)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (2)
    • ►  września (4)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (4)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2016 (44)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (1)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (2)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (5)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (3)
  • ►  2015 (40)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  września (2)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (5)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2014 (4)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (1)

Popularne posty

  • New shades of NUDE | Nowe kolory MatteCrayon Lipstick | Golden Rose
    New shades of NUDE | Nowe kolory MatteCrayon Lipstick | Golden Rose
  • Najlepsze cienie za 5 zł?! | Mystik Warsaw | Kontigo
    Najlepsze cienie za 5 zł?! | Mystik Warsaw | Kontigo
  • Loki w 15 minut? Automatyczna lokówka | Keratin Protect | Remington
    Loki w 15 minut? Automatyczna lokówka | Keratin Protect | Remington
  • Jak kręcić włosy prostownicą? Inteligentna prostownica 2w1 | Keratin Protect | Remington
    Jak kręcić włosy prostownicą? Inteligentna prostownica 2w1 | Keratin Protect | Remington
  • SKIN 79 BB CREAM REVIEW | PINK, ORANGE & GOLD
    SKIN 79 BB CREAM REVIEW | PINK, ORANGE & GOLD

Facebook

Szukaj

Obsługiwane przez usługę Blogger.

by