Aktywne ferie - Kraków

08:00:00 Emilia Miller 0 Comments

Do wyboru, do koloru, a czasu zwyczajnie brak, czyli zaległości

W mojej głowie siedzi i czeka już kilka (tak, kilka) postów. Znów jestem postawiona w sytuacji, kiedy nie wiem, który wybrać i napisać. Czasu za dużo znów nie mam, dlatego piszę posty na lekcjach, a w domu przenoszę się na komputer. Postanowiłam znów wrócić w stronę podróży, nie dalekich, ale zawsze coś.
W drugim tygodniu ferii znalazłam się w naszej byłej stolicy, czyli w Krakowie. Tak samo, jak przy wyjeździe do Wawy, naszym środkiem transportu był Polski Bus, ceny jednak były o wiele niższe, tym razem zaledwie 5 i 1 zł!

Niestety tego dnia pogoda nam nie dopisała, jak również 'szczęście'. Czego by się można spodziewać, to w końcu luty. Ponadto bus spóźnił się pół godziny, a my przez ten cały czas
staliśmy na zimnie i wietrze. Nie do końca przyjemne doświadczenie. Przechodząc do samego wyjazdu, nieco rozczarowały nas ceny wszystkich muzeów. Mimo wszystko wyjazd zaliczam do udanych, pomimo tego, że przez spóźnienie nie wyrobiliśmy się z zaplanowanym materiałem. Nasz pobyt w Krakowie trwał zaledwie 6 godzin, plus po 2 godziny podróży.






Nasza wędrówka po centrum miasta opierała się na tym, że tradycyjnie odwiedziliśmy Rynek, Kościół Mariacki, Sukiennice, a następnie wchodziliśmy w coraz to ciekawsze, boczne uliczki. Najlepszym miejscem, jakie udało nam się tego dnia odwiedzić był Pierwszy Lokal Na Ulicy Stolarskiej Po Lewej Stronie Idąc Od Małego Rynku.. Tak, to jest nazwa tego lokalu. Deszczowa pogoda i wszechobecny na zewnątrz chłód spowodował, że spędziliśmy w tam blisko ponad 1,5 godziny pijąc najlepszą kawę, jaką kiedykolwiek miałam okazję próbować i siedząc na dużej, wygodnej kanapie w cieple i unoszącym się dookoła dymie papierosowym.  Smród, lub zapach, który tam panował, nikomu jednak nie przeszkadzał, dopełniał tylko mikroklimat tego miejsca.



















Wróciłam do domu po 22, wzięłam długą, godzinną kąpiel w pachnącej owocami pianie i.. dowiedziałam się, że jedziemy jutro do Krakowa. Znowu. Ale dobra, co mi tam. Lepsze to, niż siedzenie przed komputerem lub w domu cały dzień. 
Po poranku w Ikei ruszyliśmy na miasto, zaliczyliśmy to samo, co ja dzień temu, Wawel, a następnie przepędziłam moją rodzinkę przez urokliwy Kazimierz z buta do Mocaka. Trafiliśmy! 











Mocak, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej okazało się całkiem ciekawym miejscem, można się tam poruszać kompletnie na luzie. Na całe to miejsce składają się dwa budynki, w których jest owe Muzeum, kawiarnia, biblioteka i sklep. W samym muzeum, myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Z pewnością największą atrakcją będzie dla wszystkich pokój MIĘDZY. Chyba każdy o nim słyszał i również widział zdjęcia. Całe muzeum było dla mnie ciekawą odskocznią do świata sztuki w życiu codziennym. Wstęp zaledwie 5 i 10 zł. Warto :)
MYDŁO. Co tu więcej dodać?

Dość interesująca konstrukcja zamieszczona na suficie.. z czerwonych, plastikowych słomek do picia!

 Spory obszar szklanej podłogi.. nie każdy odważy się wejść.. a już na pewno nie kobiety w sukienkach :P



Coś co mnie zdecydowanie urzekło. Genialny pomysł!

.. 4 pory roku


I 'najciekawsze', zdaniem wszystkich miejsce:




Noc spędziliśmy w pełnej klimatu kamiennicy w centrum miasta. 

Następnego dnia około południa znów wróciliśmy na Rynek, nieco innymi ścieżkami, zjedliśmy dobre jedzenie, a późnym wieczorem wróciliśmy do domu.
Uwielbiam podróżować. Nie ważne, że byłam w tym mieście tyle razy.. Zawsze odkryje się coś nowego. 
To było dobre zakończenie ferii. Polecam takie wyjazdy każdemu w wolnej chwili!

Lubicie podróżować? Jakie są wasze ulubione miasta w Polsce? 

Zobacz także..

0 komentarze: