Fotorelacja z promiennej zimowej Warszawy

19:53:00 Emilia Miller 0 Comments

WARSZAWA

Wcale nie jest tak łatwo napisać coś na inny temat niż jak się pisze na codzień. Dzisiaj, jak widać będzie trochę inaczej-zaprezentuję Wam drugą stronę miasta, a dokładniej naszej stolicy.
Od Warszawy dzieli mnie 180km na północ, rzut beretem, dlatego też kiedy w listopadzie wrzucili tanie przejazdy (od 1zł, które nawet udało mi się kupić) od razu z moim chłopakiem wiedzieliśmy co będziemy robić w ferie.
Przejazd Polskim Busem kosztował nas 32zł od łebka w dwie strony, w tym 2 zł na opłatę rezerwacyjną. W stolicy byliśmy po niecałych 3 godzinach jazdy. Przywitała nas bardzo słoneczna pogoda, jednak wiatr dawał swoje znaki na twarzach, to jednak luty. Przyjechaliśmy z wielkimi planami obejścia starego miasta, Muzeum Powstania Warszawskiego, zaliczenia łyżew na Narodowym i jeśli zostanie czasu to również zakupów. Skończyło się na tym, że całe dwa dni spędziliśmy w mieście (a najwięcej w okolicach Starego). We dwójkę stanowiliśmy idealny duet, zwłaszcza, że byłam osobą, która zajmuje się mapą i dojazdem.
Zapraszam na dalszą część!


Cóż za słoneczna pogoda! Żyć, nie umierać!
Prosto z ulicy Złotej. Idealny widok na PKiN.

Większość drogi przemierzyliśmy pieszo, w sumie w ciągu 2 dni zaliczyliśmy około 20 kilometrów!

Zaczęliśmy od przejścia przez most Śląsko-Dąbrowski z widokiem zachód słońca oraz niesamowitego parku w okolicy warszawskiego ZOO. 





Stare miasto pokazało nam się z najlepszej strony podczas nisko padających na budynki promieni słonecznych.








Dzień pierwszy zakończyliśmy powrotem przez most Poniatowskiego. Wykorzystałam również swoją wiedzę o zmianie czasu naświetlania.




Jestem z tych zdjęć bardzo zadowolona. Pierwszy raz miałam okazję takie wykonywać i myślę że wyszły całkiem całkiem dobrze :)

Drugi dzień niestety nie pozwolił nam nacieszyć się tak samo ładną pogodą jak we wtorek. Nie przeszkodziło to nam jednak, żeby dalej zwiedzać i przemieszczać się po mieście.
Nowy Świat był początkiem naszej wyprawy. 




Stare Miasto tym razem z zupełnie innej perspektywy, widać to zimno… Jednak jak to mówią: dla chcącego nic trudnego. Zwłaszcza, że nasze podróżowanie tego dnia trwało od 11 do 18. 
Również uśmiechy nie zniknęły z naszych twarzy.









Bocznymi uliczkami przeszliśmy na warszawski rynek na którym zaskoczyło nas lodowisko, które było ustawione wokół fontanny :D Niestety mało spodobał mi się panujący tam ciągle świąteczny wystrój… 




Pomimo szarego nieba, ta pomarańczowa kamieniczka wywoła uśmiech na twarzach każdego.




Schodami w dół. Odkrywanie nowych, nieznanych i niezwiedzanych zazwyczaj miejsc. 


Jestem pod wrażeniem tego zdjęcia. Ma swój klimat.


Wyczekując na J i M trafiliśmy do "złotych" Złotych Tarasów.. Siedliśmy, kupiliśmy picie na powrót.. i kierowaliśmy się na ulicę Złotą.
Tu przyszliśmy zjeść nasz ostatni tego dnia posiłek - najlepsze burgery jakie kiedykolwiek jadłam.


Super klimatyczne miejsce, najlepsze burgery, świetne gigantyczne porcje..  Nic dodać, nic ująć. Zdecydowanie polecam BARN BURGER



Wyjazd zdecydowanie zaliczam do udanych. Wszystkim polecam szukanie tanich przejazdów jak i lotów samolotowych i korzystanie z okazji. Jest to genialna sprawa. Dodatkowo znaleźć sobie nocleg (nawet rodzina) i szaleć w innym mieście. Genialny sposób na spędzenie ferii, wakacji czy wolnego weekendu!

Zobacz także..

0 komentarze: