#spring challenge

11:07:00 Emilia Miller 0 Comments

Długi weekend majowy stał się wybawcą dla moich cieni pod oczami i ogólnego przemęczenia szkołą i nauką. Kto nie marzy o późnym wstawaniu przez całe 10 dni? Do tego pyszne śniadanko w łóżku i nic nie robienie przez resztę dnia? Wolny czas pozwolił mi zadbać o siebie, wypić kawę przed południem, a promienie słońca, które coraz częściej witały o poranku moje okno, sprawiały, że od rana towarzyszył mi uśmiech. Nie obeszło się także od porządków.




Rozpoczęłam nowy miesiąc od zmian. Jako, że wiosna zawitała już na dobre postanowiłam wszystko odświeżyć, tak jak to zwykłam robić. Ta pora roku zawsze przynosi coś nowego. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było podcięcie włosów. Nigdy przedtem nie odważyłam się zrobić tego sama, nie licząc grzywki. I szczerze nie żałuję, czaiłam się żeby iść do fryzjera już od ferii, ale zawsze było mi nie po drodze. Stwierdziłam, że wystarczająco się zniszczyły w ciągu ostatnich 10 miesięcy (przypominam, że nie suszę-tylko sporadycznie w sytuacjach awaryjnych oraz nie używam prostownicy i lokówki) i muszę ściąć 'ogonek'.  Z drugiej strony nie zrobiłam wielkiego wyczynu, gdyż tylko minimalnie wyrównałam końcówki. Od razu poczułam różnicę w dotyku.

Złamany paznokieć skusił mnie to przycięcia jego pozostałych towarzyszy. Była to moim zdaniem jedna z trudniejszych decyzji, zwłaszcza, że osiągnęłam zamierzony cel pod względem ich długości i kształtu. Przy okazji zmyłam lakier i pokryłam je tradycyjnie dwiema warstwami odżywki z Golden Rose. Moje paznokcie tak długo nie miały odpoczynku od lakierów, że same zaczęły przybierać żółtej barwy. Może któraś z was ma sprawdzony sposób na odbarwienie?

Chcesz być piękna? Wcale nie musisz cierpieć!
Również moja twarz odpoczęła od nadmiaru kosmetyków. Ograniczyłam się jedynie do wyjść, ale nie przesadzając. Skoro już jesteśmy przy skórze moje ciało także zyskało trochę uwagi. Zachęcona pozytywnymi opiniami wypróbowałam peeling kawowy domowej roboty. Wykorzystałam w tym celu kawę z ekspresu (z tego pojemniczka, gdzie wpada zużyta), której esencję piłam chwilę przed, a drugie tyle przygotowałam dzień wcześniej, kilka łyżek soli w proporcji z kawą 1:1 i łyżkę cynamonu. Wymieszałam na sucho i będąc pod prysznicem dodałam odrobinę wody,aby konsystencja roztworu nie była za rzadka i dała się trzymać w dłoni i rozsmarowywać. Zaczęłam od szyi i schodziłam niżej skupiając się na każdej części ciała, którą aktualnie masowałam. Ani przygotowanie, ani zabieg nie trwają długo, bo około 15 minut-myślę, że chociaż tyle warto poświęcić dla takich efektów. Moja skóra, jak nigdy dotąd, nie była tak jedwabiście gładka w dotyku, niesamowicie miła i jędrna, a jednocześnie maksymalnie odświeżona, nawilżona i z delikatną brązową poświatą o zapachu kawy i cynamonu. Polecam zdecydowanie każdemu taki zabieg w domowym zaciszu. Nałożenie ulubionego balsamu o podobnych właściwościach spotęguje efekt gładkiej skóry.

30 dni bez słodyczy to moje majowe wyzwanie. Kiedyś nieszczególnie przepadałam za łakociami, jednak od kilku lat zaczęłam sięgać po nie coraz częściej. Tego rodzaju challenge sprawdza naszą silną wolę i powiem wam, że jestem z siebie zadowolona, bo z każdym dniem czuję coraz mniejszą ochotę, żeby sięgnąć po słodycze. Wierzę w siebie i wiem, że podołam zadaniu. Kto się przyłącza?




Na wiosnę mój pokój zawsze przechodzi metamorfozę. Tym razem zdecydowałam się usunąć z półek zbędne ozdoby, a na ich miejsce dać więcej roślinności. Na moim parapecie zawitały nowe kwiatki doniczkowe, a jako, że uwielbiam również te świeże staram się aby w wazonie zawsze gościły kolorowe tulipany, róże lub goździki. Zakochałam się w tych kwiatkach, przywołują miłe letnie wspomnienia i wywołują uśmiech na twarzy.



W moim pokoju przeważającym kolorem jest biel. Zdecydowałam sie na to 3 lata temu, kiedy zmieniałam pokój, dosłownie, bo mój stary przechwycił brat. Drugim kolorem jest czerwień, która stanowi uzupełnienie i nadaje moim czterem kątom modernistycznego charakteru. Jednak okres czasu jaki w nim mieszkam to dla mnie za dużo i postanowiłam dodać tu trochę dziewczęcych pasteli.

Zmieniła się również organizacja w moim pokoju.  Większość ozdób powitała pudełko. Kosmetyki w końcu mają swoje miejsce, zdjęcia ramki i tablica korkowa oraz obrazy swój punkt zaczepienia na ścianie. Porządek zapanował także wewnątrz szuflad biurka i szafie, gdzie zimowe swetry wyniosły się na wyższe półki ustępując miejsca letnim, kolorowym koszulkom. Pustki spowodowane wymianą ubrań grubych zimowych na cienkie i zwiewne uzupełniłam w ciągu minionego miesiąca.

Jak już zapewne część z was zauważyła nowy wygląd i organizacja zawitały na moim blogu. Nadal króluje tu biel i prostota oraz przejrzystość, a całość dopełniają różowe  elementy w postaci kwiatków. Na bocznym pasku pojawił się nowy widżet z moim Instagramem, na którego serdecznie was zapraszam, aby być na bieżąco. Taki styl oddaje wioseną mnie i myślę, że będziemi długo towarzyszył.





Szykują się kolejne podróże. Razem z moim chłopakiem jeszcze na początku wiosny zakupilśmy dwa tanie wyjazdy do Zakopanego po jego maturach oraz do stolicy. Wczoraj znów zakupiliśmy za śmieszną cenę przejazd do Warszawy na wakacje. Jak tak dalej pójdzie, nauczymy się rozkładu na pamięć. Aktualnie szukamy również przelotów w okazyjnych cenach tak na prawdę gdziekolwiek. Jesteśmy otwarci na każdą propozycję i nie zależy nam szczególnie na jednym miejscu.


A wy wprowadzacie jakieś zmiany na wiosnę? Jakie? 




Zobacz także..

0 komentarze: