facebook google twitter tumblr instagram linkedin
  • Start
  • Kategorie
    • Lifestyle
    • Fashion Diary
    • Beauty & Care
    • Podróże
    • Poradniki
    • Event
  • Serie
    • Basic
    • Long Hair Don't Care
  • Mapa podróży
  • O mnie
  • Kontakt

Emilia Miller


!PODSUMOWANIE KURACJI TUTAJ!

Podobnież oczy są zwierciadłem duszy, a szczególnie te u kobiet. W końcu to one najczęściej sięgają po kolorowe kosmetyki aby podkreślić swoją tęczówkę czy też pochwalić się wspaniałym wachlarzem rzęs. Jednak nie każdą z nas Matka Natura obdarzyła naturalnymi firankami, pięknie podkręconymi, gęstymi, ciemnymi, dlatego tak często szukamy sposobów na wzmocnienie tego efektu. Najprościej sięgnąć po super-tusz, jednak efekt jest chwilowy - aż do demakijażu. Podobnie działają sztuczne, przyklejane rzęsy, a popularną nowością jest zabieg przedłużania i zagęszczania rzęs w salonach, jednak uważam, że nieumiejętnie dobrana metoda sprawia, że oko wygląda nienaturalnie i karykaturalnie.
Obecne na rynku preparaty stymulujące wzrost rzęs oraz poprawiające ich kondycję, sprawią, że włoski będą ciemniejsze i gęstsze, a do tego wyglądać naturalnie. Pomimo tego, że na efekty trzeba poczekać, skusiłam się na kurację z serum do rzęs REALASH z firmy Orphica. Zdecydowanie wolę długotrwały i zniewalający efekt na który poczekam, niż jednorazowy i sztuczny. Moje rzęsy od listopada przechodzą kryzys, były w fazie osłabienia i wypadania, więc zabieg przedłużania czy zagęszczania tylko dodatkowo by je obciążył!

Orphica do marka czerpiąca z świata natury najlepsze składniki, a następnie odpowiednio je selekcjonuje, poddaje testom i umieszcza w biało-miętowych opakowaniach. Łączy siły natury i nauki, aby wyprodukowane produkty były jak najbardziej skuteczne. Orphica zebrała już grono zadowolonych klientek, a także mnóstwo pochwał w mediach internetowych oraz gazetach, w tym także nagrody. 'Real You' to motto marki. Dzięki ich produktom odnajdziemy w Nas prawdziwe piękno i nauczymy się akceptować siebie.

W swojej kolekcji znajdziemy aż 6 produktów: odżywkę do rzęs REALASH, odżywkę do brwi BROW, serum pod oczy PURE, kredkę do oczu ARROW, eyeliner w kredce EDGE oraz tusz do rzęs UP.



Paczuszkę otrzymałam w ekspresowym tempie, wszystko starannie zapakowane, bezpieczne. Wewnątrz ujrzałam piękne logowane tekturowe białe pudełko z niebieskim, holograficznym wzorem geometryczno-kwiatowym. Nie mogłam wyjść z podziwu trzymając je w rękach!
Po wysunięciu wewnętrznej części znalazłam w niej zawinięte w ozdobny papier i wstążkę kosmetyki w pudełeczkach. Wewnątrz każdego kartoniku z produktem znajdziemy dodatkowo instrukcję oraz dokładny opis każdego kosmetyku.


Uwielbiam rozpoczynanie od pierwszego dnia miesiąca, wtedy dokładnie kontroluję ile dni już trwa kuracja, więc i tym razem powstrzymałam się przez okres świąteczny i rozpoczęłam kurację z odżywką do rzęs dokładnie 1 stycznia 2017 roku. Na efekty poczekam do połowy lutego i wtedy spodziewajcie się pełnej recenzji, nie tylko samej odżywki REALASH, ale także pozostałych dwóch produktów jakimi są tusz do rzęs UP i kredki do oczu ARROW.



!PODSUMOWANIE KURACJI TUTAJ!
Stosujecie odżywki do brwi i rzęs?
Miałyście kontakt z tą odżywką i produktami firmy Orphica?
Jakie jest wasze zdanie? Chętnie się dowiem :)

PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz polub mój fanpage Miller Emilia Blog
Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga oraz zapisać się do newslettera, aby być na bieżąco!

09:00:00 16 komentarze

Pomimo tego, że Sylwester już za nami, to wielkimi krokami zbliża się karnawał, a w nim także studniówki! Jeśli kochasz makeup i na wszelkiego rodzaju imprezy malujesz się sama musisz się zaopatrzyć w odpowiedni zestaw, który sprawi, że będziesz wyglądać nieskazitelnie przez całą noc zabawy! Myśląc o zbliżających się imprezach i spotkaniach, a także postanowiłam zaopatrzyć się w dobry podkład, szczególnie, że mój aktualny był już na wykończeniu.
Postawiłam sobie kilka wymagań, jakie ma spełniać produkt, a jedną z nich była trwałość oraz krycie, które można budować. Jest to dla mnie szczególnie ważne zimą, kiedy szaliki, czapki i chusteczki do nosa lubią zjadać nam kosmetyk z twarzy!
Spośród wielu kandydatów, m.in. niedostępnego w sklepach internetowych i stacjonarnych Catrice HD Liquid Coverage czy też znanego mi wcześniej Revlona CS wybrałam podkład o wielu sprzecznych opiniach - Pierre Rene Skin Balance. Motywacją do jego kupna była także promocja 50% w sklepach Kontigo, ostatnio mojej ulubionej drogerii. Dorwałam ten podkład za 13 zł, dobrałam też do niego puder ryżowy za 9 zł oraz fixer również za 12 zł. Za całość zapłaciłam niecałe 40 zł, podczas gdy bez promocji koszt dochodziłby do 80!

Pierre Rene Skin Balance (Nr.20 Champagne)
Kolor Szampański, czyli nr. 20 to najjaśniejszy z całej kolekcji, to odcień idealny dla bladziochów! Idealnie sprawdza się na mojej 'zimowej skórze', wręcz mogę powiedzieć, że jest za jasny! Niestety kolejny numerek był dla mnie o wiele za ciemny, nie pozostało mi nic jak wziąć jaśniejszy i go ocieplać i przyciemniać, to zdecydowanie łatwiejsze. Kolor, jak już wspomniałam, jest jasny, jednocześnie nie ma w nim różowych tonów - jest neutralny z kierunkiem do żółtych tonów. Na stronie jest dość nieadekwatny, bo wygląda na siny!
Rozpoczęłam od koloru, jednak opakowanie także jest ważne! Produkt znajduje się w szklanej buteleczce, prostej i eleganckiej, o pojemności 30 ml z pompką dozującą. Nie zacina się, można stopniować ilość dozowanego kosmetyku. Pompka przykryta jest plastikową zakrętką, a przy zamykaniu słychać charakterystyczne 'klik'. Oryginalny, nieotwarty produkt umieszczony jest w pudełeczku tekturowym.
Produkt jest dość gęsty, zbity. Posiada intensywny zapach wanilii, który jest mdły, jednak po chwili staje się całkowicie niewyczuwalny. Aplikacja podkładu po raz pierwszy sprawiła mi nieco problemów - tworzył smugi, nie kleił się twarzy, nie miał pełnego krycia, tworzył dziury i prześwity. O aplikacji palcami nie ma mowy! Postawiłam na wilgotną gąbeczkę i kluczem okazało się użycie małej ilości produktu! Podkład nałożony cienką warstwą daje lepsze krycie i efekt niż nałożenie szpachli. Kolor skóry ujednolicił się, drobne niedoskonałości zostały przykryte. Pierwsze chwile po nałożeniu mamy efekt mokrej twarzy, jednak już podczas nakładania korektora podkład staje się matowy.
Podkład faktycznie jest wodoodporny, nie straszna mu woda, deszcz, śnieg. Nie ściera się ani za pomocą ubrań, ani chusteczek, ani po przetarciu ręką. Trwałość jak najbardziej na plus, utrzymuje się przez cały dzień bez zarzutów, również przetrwał imprezy. Nie zapchał mnie, ale to też kwestia odpowiedniej pielęgnacji i demakijażu każdego dnia. Nie tworzy efektu maski, a jego krycie można stopniować od średniego do mocnego! Podczas dnia nie czuję go na twarzy, ładnie się z nią stapia, niestety niezagruntowany pudrem wchodzi w załamania, co zauważyłam na czole, kiedy zaczynałam malować brwi unosząc je. Najbardziej zadowolona jestem z doboru koloru oraz z tego, że podkład nie ciemnieje! Z pewnością nie będzie to moje ostatnie opakowanie




Pierre Rene Loose Powder
To sypki puder ryżowy zamknięty w plastikowym pudełeczku z sitkiem. 8 gram produktu starczy na minimum pół roku użytkowania, gdyż sypie pudry z reguły są bardzo wydajne. Produkt kupujemy w tekturowym opakowaniu, a sitko jest zaklejone naklejką.
Niestety muszę się przyczepić do opakowania - pomimo tego, że zamykając wieczko czuję jakby lekko się zasysało, to brakuje mi tradycyjnej zakrętki która o wiele bardziej zabezpieczy mój puder przed otworzeniem się. Tu wygrywa puder Paese. Jednak pod względem sitka zdecydowanie wygrywa puder Pierre Rene. W pierwszym z pudrów nie raz miałam sytuację, że siteczko samo odpadało po odwróceniu opakowania do góry nogami, a kiedy otwierałam je miałam niemilą niespodziankę na całej toaletce.. lub co gorsza na czarnych spodniach. W pudrze z Pierre Rene sitko nie wyskakuje i nie robi niespodzianek, a w dodatku wieczko jest przezroczyste, co ułatwia nam kontrolowanie produktu od góry.
Puder jest transparentny, jednak przy nieostrożnej aplikacji potrafi bielić. Zazwyczaj nakładam go puchatym pędzlem, jednak ostatnio próbuję nakładania go wilgotną gąbeczką i tym efektem jestem zachwycona! Produkt ma piękny zapach, również z nutą wanilii, jednak nie tak nachalnej jak w przypadku podkładu - dość słodki.
Jest też druga kategoria w której puder ryżowy z Pierre Rene ma przewagę nad pudrem z Paese: obietnice producenta. Loose Powder zdobył moje serce idealnym zmieleniem pudru, który przypomina delikatny puch, a także wielogodzinnym matem na mojej twarzy. Malując się rano zwykle po 3-4 godzinach wymagałam poprawki, bo skóra zaczynała się świecić.. Z tym puderem jestem w stanie wytrzymać cały dzień bez poprawek w kwestii zmatowienia! Mat utrzymuje się od 7 do 12 godzin, czyli czas o jakim bym nigdy nie pomyślała! Wytrzymuje wszelkie warunki, od ciepła do zimna, aż po wilgoć, wiatr, ocieranie ubraniami. Pod koniec dnia ma delikatnie i subtelnie świecącą się twarz, co mi całkowicie nie przeszkadza, prędzej poprawiam widoczne przebarwienia czy krostki. Jednym słowem jestem zachwycona! Nie uwydatnia zmarszczek, nadaje się do bakingu, wygładza cerę, nie wchodzi w załamania i pory, nie wysusza ani nie ściąga skóry. Jak dla mnie same pozytywy.. i już wiem, że wrócę do niego jak tylko się skończy! Znalazłam swój ideał :)


Pierre Rene Makeup Fixer
To produkt, który mnie całkowicie zaskoczył. Nie oczekując zbyt wiele dostałam wszystko co obiecywał producent! Zamknięty w metalowym opakowaniu sprej pozwala na utrwalenie naszego gotowego makijażu na wiele, wiele godzin! Jego pojemność to 150 ml, co sprawia, że produkt nawet przy codziennym stosowaniu posłuży nam na naprawdę długo. Dozownik rozpyla delikatną mgiełkę. Psikając twarz i oczy z odpowiedniej odległości najpierw poczujemy nieprzyjemne uczucie ściągnięcia, następnie lepkość.. Po chwili wszystko wróci do normy, twarz będzie dalej taka jaka była przed użyciem, matowa, gładka, z tą różnicą, że trwałość wykonanego makijażu od razu skoczy do góry! Areozol ma przyjemny, delikatny zapach, a w swoim składzie zawiera panthenol, który pozwoli nam na codzienne używanie fixera bez obaw przesuszenie skóry! Podobnie jak wcześniej wspomniane produkty, sprej jest wodoodporny i niepodatny na ścieranie, nie straszna mu pogoda oraz złe warunki otoczenia. Mój test fixera polegał na stosowaniu go przez kilka dni pod rząd, następnie kilka dni przerwy, aby sprawdzić jak radzi sobie sam podkład z pudrem i faktycznie jest różnica - jedynie w trwałości, bo sprej nie zapewnia nam matu jaki gwarantuje puder :) Już wiem, że ten sprej będzie moim stałym wyborem na wszelkie imprezy i dłuższe wyjścia, na których oczekuję trwałości od mojego makijażu.


To wspaniałe trio z Pierre Rene to mój wybór na tegoroczny karnawał i zbliżające się imprezy! Dzięki nim mam zapewnioną zabawę bez obaw o mój makijaż! A Wy już wybrałyście swoje kosmetyki na zbliżający się okres zabaw? Co to będzie? Może macie jakieś perełki?


PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz polub mój fanpage Miller Emilia Blog
Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga oraz zapisać się do newslettera, aby być na bieżąco!
12:10:00 18 komentarze

Hej kochani!
Koniec roku to idealna okazja na podsumowanie wszystkich osiągnięć z ostatnich 12 miesięcy. Praktykuję to od dobrych kilku lat, jednak dopiero po raz drugi dzielę się tym z Wami tutaj na blogu :) Pierwszy post został zatytułowany 2k15/2k16 i miał dla mnie szczególną wartość - tworzyłam go w momencie kiedy mój blog obchodził swoje pierwsze urodziny!
Za niedługo strona będzie obchodzić swoją drugą rocznicę i nie ukrywam, że chcę zrobić w związku z tym małe rozdanie, tak więc zostań tu na dłużej, aby być poinformowanym o zbliżającym się konkursie!


Rok 2016 przeleciał mi dosłownie przez palce. Rozpoczęłam go w Warszawie, jeszcze nie wiedząc, że za kilka miesięcy będę tu mieszkać na stałe. Nowy rok 2016 powitałam wraz ze swoim chłopakiem i razem z nim weszłam też do 2017. Dni mijały niesamowicie szybko, nie wiem czy było to spowodowane zbliżającą się maturą czy mile spędzonym czasem w gronie świetnych znajomych, jednak od studniówki nagle minęły 3 miesiące, pojawił się kwiecień, a za chwilę miałam pisać swój najważniejszy w życiu egzamin. Po 8 maturach, 6 pisemnych i 2 ustnych wreszcie odetchnęłam z ulgą.. i poszłam do pracy na 2 miesiące. Cały czerwiec i lipiec pracowałam na trzy różne zmiany, pierwszy raz miałam kontakt z pracą po nocach i wcale tego miło nie wspominam. W międzyczasie znalazłam jednak czas na podróżowanie, tego bym sobie nigdy nie odpuściła (o tym jednak osobny wątek :) ) W czerwcu obchodziłam swoje ostatnie naste urodziny w gronie moich najbliższych znajomych i chłopaka.
Z dniem 1 września odwiedziłam mury starej szkoły wraz ze swoją byłą klasą, niecały miesiąc później przeprowadziłam się do Warszawy na studia. Pełna obaw wprowadziłam się do akademika, gdzie przyszło mi dzielić pokój na 3, a łazienkę na 10, co było dla mnie całkowitą nowością. Jednak po tym czasie uważam, że mieszkanie w akademiku ma wiele plusów, których nie widziałam (lub nie chciałam widzieć) od początku. To największa zmiana w moim życiu: od tej chwili musiałam stać się bardziej samodzielna, sama planować swój budżet, czas oraz dzień. Na szczęście ominął mnie najważniejszy punkt - poznanie miasta i jego funkcjonowania - ceny, komunikacja itd. Miałam to dawno za sobą, w końcu do stolicy jeździłam regularnie od 3 lat.
Jesień minęła jeszcze szybciej niż czas przed maturą, nauka, kolokwia, zapoznanie się z uczelnią, a nawet zaangażowanie się w Samorząd Studencki! Przyszedł grudzień i odliczanie do świąt oraz Nowego Roku. Dziś witam się z Wami w pierwszym dniu Nowego 2017 roku!

Blog, jak już wspomniałam, będzie obchodzić swoje drugie urodziny. Ponownie miałam wzloty i upadki, jednak wszystko zawsze kierowało się w dobrą stronę. Przede wszystkim wybiła magiczna liczba - 100.000 wyświetleń! Zdobyłam wiele nowych czytelników, zmieniłam dwukrotnie wygląd strony i przy tym aktualnym pozostanę na dłużej :) W międzyczasie miałam problemy techniczne, znikające komentarze, resetujące się posty, rozszerzanie się zdjęć pionowych, okropne piksele. Na szczęście wszystko ustało wraz z nowym, ostatecznym szablonem. Pojawiło się nowe logo i znaczek. Fanpage zaczął szybciej zbierać polubienia, Instagram również widzi nowych obserwatorów. Pomimo tego, że bardzo chciałam wrócić do nagrywania na kanale, problemy techniczne oraz mieszkanie w akademiku nieco uniemożliwilo mi to. Jednak mam już plan na zbliżający się nowy rok jak zaradzić temu i zabrać się za dalsze nagrywanie! W odchodzącym roku byłam na dwóch spotkaniach blogowych: jedno organizowane przez Natalię i pośrednio mnie, drugie to kielecki Blogotok :)

Polubiłam pozowanie przed obiektywem i moim najczęstszym fotografem był mój chłopak, jednak nie tylko on miał szansę rozwijać sie jako fotograf. Dwukrotnie robiłam zdjęcia z Jessicą, a raz odświeżając starą znajomość z Mają.  (Więcej zdjęć w kategorii Fashion Diary)
Jestem dumna z tegorocznych blogowych osiągnięć i wiem, że kolejny rok przyniesie ich o wiele, wiele więcej!



12.000 kilometrów w podróży różnymi środkami transportu. Samochód, autostop, PolskiBus i LuxExpress, pociągi, samoloty, statki i promy. Wszystko po to, aby dostać się w wymarzone miejsce. Nie brałam pod uwagę transportu miejskiego ani chodzenia pieszo. Gdybym chciała to dodać wartość wzrosła by o kolejne tysiące. W podróży spędziłam łącznie ponad 1,5 miesiąca, a koszt przy tym był jak zawsze bardzo niski.
Pierwszy wyjazd miał miejsce juz 5 stycznia i był to lot samolotem do Wrocławia z Warszawy i z powrotem. W międzyczasie robiłam sobie wycieczki do Warszawy, Krakowa, okolicznych miejscowości w województwie Świętokrzyskim. W Wakacje doszedł Woodstock, Wiedeń i na zakończenie - Malta. Mieliśmy również zakupione bilety do Budapesztu, jednak ostatecznie nie mogliśmy pojechać- z pewnością wybiorę się tam w 2017!

Jestem zadowolona z tego kim teraz jestem. Jestem też dumna z tego jak bardzo się w tym roku rozwinęłam, ile osiągnęłam i czego się nauczyłam. Mam mnóstwo planów i marzeń koniecznych do realizacji w tym roku, więc trzymajcie kciuki!
Życzę sobie wytrwałości w postanowieniach i uśmiechu przez cały najbliższy rok.
Wam również życzę powodzenia oraz zadowolenia w 2017! Mam nadzieję, że świetnie się bawiliście wczorajszej nocy!
Pozostawiam Was jednocześnie z małą dawką zdjęć oraz filmików z Warszawy, gdzie ciągle czuć świąteczny klimat, a Nowy Rok był hucznie obchodzony :)



PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz polub mój fanpage Miller Emilia Blog
Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga oraz zapisać się do newslettera, aby być na bieżąco!
17:27:00 19 komentarze
Moja codzienna wieczorna rutyna od dawna wygląda tak samo: demakijaż oczu i twarzy płynem micelarnym, następnie oczyszczenie twarzy żelem, kilka psiknięć tonikiem, a na koniec nałożenie nawilżającego kremu. 2-3 razy w tygodniu peeling, pomiędzy jakaś maseczka... Na dłuższą metę to naprawdę męczące. Dlaczego nie można zastąpić chociaż kilku kosmetyków jednym? Odpowiedź przyszła szybciej niż myślałam!

11:58:00 16 komentarze

Czy słynne niebieskie tabletki Hairvity naprawdę działają? Czy to może chwyt marketingowy, namówienie blogerek do pisania jednej, pozytywnej opinii? Zapraszam na moje podsumowanie miesiąca z suplementem diety Hairvity!

Jak wiecie, rozpoczęłam kurację 1 listopada i od tego dnia przyjmowałam codziennie rano i wieczorem po jednej tabletce. Opakowanie skończyło się z dniem 30 listopada, niestety z powodu choroby, gorączki i innych złych przypadków nie byłam w stanie zrobić dla Was tego podsumowania  1 grudnia. Wraz z pierwszym dniem kuracji umieściłam na blogu wpis informujący o tym, zawarłam w nim moje oczekiwania, aktualny stan włosów oraz ich zdjęcia. Wpis znajduje się tutaj :)

Przez cały czas zażywania tabletek znalazłam ich tylko jedną wadę i od nich zacznę. Po pierwsze mają nieprzyjemny, dość drożdżowy zapach. Drugą wadą, którą zauważyłam także u innych - zwykle po tabletce odbija nam się i zapach ponownie uderza nas. Na tym kończą się wady :)

Czego oczekiwałam od Hairvity? Tak jak pisałam 1 listopada: przede wszystkim, tego, aby nie pogorszyły aktualnego stanu; polepszonej elastyczności, odbudowy, odżywienia.

Co zyskałam dzięki miesięcznej kuracji z Hairvity?
O wiele mniej włosów na szczotce! Moje osłabione po lecie włosy były dość łamliwe, z czym wiązało się ich kruszenie. Nie miałam problemu z wypadaniem włosów u nasady. Już po 2 tygodniach kuracji zauważyłam znaczną poprawę ich kondycji, stały się bardziej elastyczne i mięsiste. Nie zauważyłam zmiany pod względem rozdwajania się końcówek, niestety trudno to określić w swetrowym sezonie. Zdecydowanym jednak plusem było pojawienie się baby hair, najbardziej widocznych na linii czoła oraz optyczne zagęszczenie i odżywienie moich włosów. Jednocześnie stały się one bardziej podatne na układanie, już nie są to proste strąki opadające na plecy, a miękka, lejąca, sypka tafla, zdecydowanie lepiej wyglądają rozpuszczone jak i związane w wysokiego kucyka.
Do pozytywów zaliczam też zdecydowaną poprawę mojej skóry, zarówno tej na twarzy jak i na głowie oraz kondycję moich paznokci. Jeśli chodzi o to pierwsze - skóra jest jędrna i elastyczna, miła w dotyku, nie czuję suchości ani ściągnięcia. Do tego jej kolor jest ujednolicony, przebarwienia zniknęły. Na czas kuracji zdjęłam hybrydy, ścięłam paznokcie na bardzo krótkie, żeby się odbudowały. Miałam problem z ich kruchością, łamliwością i powolnym wzrostem.. po dwóch tygodniach zauważyłam taki przyrost jaki mam po miesiącu, paznokcie są twarde jak diament, a jednocześnie elastyczne, jednolite, mają ładny kolor, są grubsze i odbudowane.


Skąd te wszystkie pozytywne zmiany? Czas rzucić okiem na skład!
W jednej tabletce znajdziemy cały szereg mniej i bardziej znanych nazw. Na pierwszym miejscu znajduje się kolagen. Tuż po nim znajdziemy L-Cysteine, L-Metioninę, L-Lizynę, L-Leucynę i L-Walinę. Dalej w kolejce jest siarka (blask włosów), biotyna - najczęstszy składnik suplementów odpowiadający za ogólną poprawę kondycji włosów, witaminy A, C, B2, B3, B6. Lista się na tym nie kończy, a pełną wersję znajdziecie na ich stronie www.hairvity.pl


Moja opinia jest całkowicie pozytywna - stan moich włosów nie pogorszył się, a stały się one elastyczne i miękkie. Do tego zyskała też moja skóra oraz paznokcie! Miesięczna kuracja była dla mnie idealna, drobna odbudowa i przygotowanie włosów na niższe temperatury, jednak osobom o bardziej zniszczonych włosach polecałabym zakupić zestaw na 3 miesiące lub pół roku - wtedy otrzymamy optymalne efekty :) To także idealny prezent na zbliające się święta! Jeśli jeszcze nie wysłaliście listu do św. Mikołaja dopiszcie szybko Hairvity do waszej wishlisty!

Pamiętajcie, że Hairvity ma swój fanpage Hairvity - włosy pełne witamin oraz Instagrama Hairvity Official! Nie zapomnijcie wrzucić swojego zdjęcia z oznaczeniem ich profilu oraz otagowania #hairvity!



Zapraszam też na poprzedni post, gdzie możecie zobaczyć zdjęcia przed rozpoczęciem kuracji! KLIK

PAMIĘTAJ O MOICH SOCIAL MEDIACH!
Zaobserwuj instagrama @miller.emilia oraz polub mój fanpage Miller Emilia Blog
Nie zapomnij skomentować i zaobserwować bloga oraz zapisać się do newslettera, aby być na bieżąco!


17:29:00 27 komentarze
Nowsze posty
Starsze posty

O mnie

Jestem Emilia, mam 22 lata. Na moim blogu znajdziesz wpisy o dotyczące urody, mody, a także podróży! Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie i zostaniesz ze mną na dłużej xoxo .
Kopiowanie treści oraz zdjęć zamieszczanych na blogu jest surowo zabronione.
Kontakt: miller.emilia0@gmail.com

Kategorie

RECENZJE basic event lifestyle long hair don't care moda podróże poradnik uroda

Archiwum

  • ▼  2019 (5)
    • ▼  sierpnia (1)
      • Fotoszop w tubce, czyli ultragładka buzia bez poró...
    • ►  marca (3)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2018 (29)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (6)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2017 (43)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (2)
    • ►  września (4)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (4)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2016 (44)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (1)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (2)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (5)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (3)
  • ►  2015 (40)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  września (2)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (5)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2014 (4)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (1)

Popularne posty

  • Claresa - lakiery hybrydowe
    Claresa - lakiery hybrydowe
  • Jak dobrać idealną konturówkę do szminki? Jak przedłużyć trwałość produktów do ust? | Duet Idealny | Golden Rose
    Jak dobrać idealną konturówkę do szminki? Jak przedłużyć trwałość produktów do ust? | Duet Idealny | Golden Rose
  • Nie zakochałam się w Cyprze
    Nie zakochałam się w Cyprze
  • Loki w 15 minut? Automatyczna lokówka | Keratin Protect | Remington
    Loki w 15 minut? Automatyczna lokówka | Keratin Protect | Remington
  • New shades of NUDE | Nowe kolory MatteCrayon Lipstick | Golden Rose
    New shades of NUDE | Nowe kolory MatteCrayon Lipstick | Golden Rose

Facebook

Szukaj

Obsługiwane przez usługę Blogger.

by