11.06.1997

17:30:00 Emilia Miller 0 Comments


WSPOMNIENIA

11 czerwca 1997 roku, w okolicach godziny 15 na świat przyszła dziewczynka, pierwsze dziecko i pierwsza córka pewnych rodziców. Szafirowe oczka, różowiutka skóra i kilka ciemnych włosków na głowie. Dziś ma już osiemnaście lat, mierzy ponad 165 centymetrów wzrostu, a jej gęste blond włosy podkreślają zielono-brązowe oczy.




Rozmyślając nad tym co mogę napisać o moim wkroczeniu w dorosłość postanowiłam przenieść się w przeszłość i przypomnieć sobie kim byłam. Wczorajszy wieczór spędziłam na przeglądaniu albumów z mojego dzieciństwa, a także tego jedynego albumu przeznaczonego moim pierwszym 2 latkom życia. Zapisane są w nim moje cechy charakterystyczne na dany okres wieku, wszystkie moje osiągnięcia, krótkie historyjki w towarzystwie zdjęć.

Nie pamiętam moich początków, nie pamiętam jak wyglądały moje pierwsze dni w przedszkolu. Za to dobrze pamiętam naukę jazdy na rowerze, śpiewanie w kościele i w szkole oraz wygrane konkursy wokalne, pamiętam kiedy z wielką niechęcią chodziłam do szkoły muzycznej, bo zawsze bałam się, że nauczycielce od fortepianu znów się nie będzie coś podobać.

Pamiętam wszystkie moje urodziny spędzone w bawialniach, pizzeriach i ogrodzie. Pamiętam moje ulubione zabawki, potrawy i formy spędzania czasu. Pamiętam wszystkie swoje osiągnięcia, a wcale ich mało nie było.
Pamiętam kim byłam kiedy szłam do podstawówki, kiedy do gimnazjum, a kiedy do liceum.
Beztroskie dziecko, buntownik oraz prawie dorosła kobieta. Pamiętam swój gimnazjalny bunt, okres bycia tró metalem. Pamiętam jak bardzo zmieniłam się będąc w drugiej klasie liceum, jak bardzo spoważniałam, ale nie tracąc przy tym szalonej cząstki siebie. Pamiętam ile miałam wcieleń, pamiętam wszystkie swoje zainteresowania, które w większości mam do dziś, pamiętam swoje pierwsze podboje muzyczne, kulinarne, fotograficzne, podróżnicze i blogowe.

Pamiętam to wszystko, a nawet więcej jakby to było wczoraj, a minęło już osiemnaście lat od mojego przyjścia na świat.

Oglądając zdjęcia, które przygotowali moi rodzice na piątkową imprezę, nie tylko ja, ale także moi znajomi stwierdzili, że stale się zmieniałam. Zdjęcie przedstawiające mnie wiosną znacznie różniło się od wykonanego jesienią tego samego roku. Niestety brakuje mi zdjęć z lat 2007-2011, które są niewywołane i już dawno przepadły na zepsutym dysku. Brak zdjęć z okresu gimnazjalnego spowodowany jest tym, że jestem dziś na innym komputerze

BĘDZIE ZABAWA, BĘDZIE SIĘ DZIAŁO

Swoje osiemnaste urodziny będę długo wspominać. To była seria najlepszych kilku dni.
Wstałam wcześnie rano, spojrzałam w lewo w stronę okna, żeby upewnić się, że ten dzień będzie równie słoneczny jak poprzedni. Przed sobą ujrzałam kosz kwiatów. uśmiechnęłam się do siebie i powiedziałam w myślach:

"TO DZIŚ"

Razem z moim chłopakiem zjedliśmy najpyszniejsze śniadaniowe pancakes'y z nutellą i truskawkami w jego ogrodzie. Czas nam mijał zbyt szybko, ale pojechaliśmy jeszcze razem do mnie i nie rozstawaliśmy się do 22. Na moim stoliku znów pojawiły się kolejny bukiet różowo-fioletowych kwiatów. Odebrałam wszystkie życzenia na fejsie, w prywatnych i smsach i telefoniczne, a przy każdych z nich czułam jak na mojej twarzy pojawia się jeszcze większy uśmiech. Późnym wieczorem odwiedził mnie sąsiad z rodzeństwem. Na taczkach wieźli gigantyczną paczkę. Zawzięcie przyglądali się jak rozpakowuję, a ja dopiero przy piątym pudełku zdałam sobie sprawę, że będzie ich w sumie 18.. Ale dzielnie dotarłam do samego końca i do karty upominkowej do TK Maxu.

Kolejny dzień spędziłam już w szkole na 4 godzinach chemii. Cukierki szybko się rozeszły, a ja dostałam kolejne życzenia. Kupiony przez moją mamę na kilka godzin przed imprezą klasyczny czarny kombinezon okazał się strzałem w dziesiątkę! Bufiaste, pirackie rękawy oraz ażurowe wstawki skradły mojej mamie, a także moje serce. Zegarek, złote sandały na obcasie i czarno-złota kopertówka oraz naszyjnik z czerwonymi elementami, do tego wyraźny makeup oka oraz usta podkreślone delikatnym ciepłym czerwonym balsamem oraz klasyczna czerwień na paznokciach - GET CLASSY! Czułam się w tym świetnie!
 Przed 18 byłam już w miejscu, gdzie miało odbyć się moje spotkanie, bo nie można tego nazwać imprezą. Razem z grupą dwudziestu osób miło spędziliśmy czas przy pizzy i alkoholowych trunkach w osobnej sali Plejady. Tego chciałam, nie żadnego melanżu. W moich oczach pojawiła się łezka, kiedy otwierałam prezent grupowy. Kątem oka zauważyłam logo 'Daniel Wellington' i nie mogłam uwierzyć. Miałam ochotę wyściskać ich wszystkich, co też uczyniłam. Śmiechy, pogaduchy, tańce, jedzenie i przede wszystkim moi wspaniali znajomi i kochany chłopak, którym dziękuje za wszystko! Lepiej być nie mogło. Ostatnie osoby wyszły przed północą, a ja wróciłam do domu obładowana torebkami z prezentami trzymając kwiaty ostatkami sił.


Trzeci i ostatni dzień świętowania był z rodziną. Ogród, grill i niesamowicie wysoka temperatura - czego chcieć więcej? Kiedy wróciłam do pokoju niczego innego nie pragnęłam jak snu. W końcu mogłam odpocząć :)

To były trzy dni, których nigdy nie zapomnę. Cieszę się, że weszłam w dorosłe życie z dobrymi osobami u boku :)

Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim: rodzicom, rodzinie, mojemu chłopakowi i znajomym, bo na nich wszystkich zawsze mogę liczyć. Dziękuję!


Z pozdrowieniami od dorosłej już Emilii, buziaki :*

Zobacz także..

0 komentarze: