Zima we Wrocławiu

13:21:00 Emilia Miller 0 Comments

Jeśli podróżowanie jest dla kogoś pasją, to wykorzysta każdą wolną chwilę i każdą, nawet ostatnią złotówkę, aby ruszyć w świat i nie siedzieć w miejscu.
Podobnie jest w moim przypadku. Uwierzcie mi, że przeznaczyłam te dwie wyżej wymienione rzeczy w całości.

Pomysł  na wycieczkę do Wrocławia nie był czymś nowym w mojej głowie, zwłaszcza, że to miasto kusi swoim urokiem o każdej porze roku. W połowie października wrzucili pulę tanich biletów lotniczych i tym sposobem zakupiłam styczniową podróż w dwie strony (Warszawa-Wrocław) Ryanairem po 19 zł. Termin jednak nie zachwycał, bo zima potrafi robić niespodzianki.
Klasycznie moim towarzyszem był mój chłopak, z którym jak wiecie, podróżuję od dłuższego czasu odkrywając nowe zakątki świata.


Jak wyżej wspomniałam pogoda jest dość nieprzewidywalna i po suchym, ciepłym grudniu przyszedł czas na wielkie mrozy i bardzo niskie, ujemne temperatury. Nasza podróż zaczęła się od godzinnego spóźnienia Polskiego Busa i czekania na 15 stopniowym mrozie. W stolicy także przywitał nas siarczysty mróz. W ciągu godziny załatwiliśmy najważniejsze rzeczy, a już o 15 byliśmy w trakcie podróży do Modlina. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile może być zachodu przy ciągłych przesiadkach!
Tuż po 17 przekraczaliśmy ostatnie bramki. a o 17.30 siedzieliśmy już na granatowych siedzeniach w samolocie. Po niecałej godzinie lotu lądowaliśmy na Wrocławskim lotnisku, gdzie, ku naszemu zdziwieniu. przywitał nas śnieg. Do centrum dostaliśmy się miejskim autobusem w pół godziny, gdzie spędziliśmy większość wieczoru.
Chodząc pomiędzy kolorowymi, zaśnieżonymi kamiennicami, mając nad głową kolorowe, świąteczne światełka poczułam się, jakbym przeniosła się do równoległego świata bajek i baśni. Magia tego miejsca jest zdecydowanie większa zimą, zwłaszcza kiedy dookoła nas padają płatki śniegu.
Jednak jedno zauważyliśmy o razu - o ile w naszym rodzinnym mieście i w stolicy były bardzo niskie temperatury.. Tutaj, we Wrocławiu sypał śnieg, a termometr wskazywał około 0 stopni. To właśnie ten czynnik sprawił, że długo nie uciekliśmy z pięknego, oświetlonego rynku i dopiero około 22 przekroczyliśmy drzwi kamiennicy, w której nocowaliśmy.
No właśnie, nocleg! Tym razem naszym prywatnym hostem stała się koleżanka z byłej klasy Wojtka. Jak to dobrze mieć znajomych, którzy Cię przyjmą, w różnych częściach Polski!

Drugi dzień rozpoczęliśmy dość wcześnie. Ponownie odwiedziliśmy centrum, aby ujrzeć w miasto w świetle dziennym. Stety czy niestety tego dnia wypadło Święto Trzech Króli. Poza tym, że mieśliśmy okazję ujrzeć całe przedstawienie na środku ulicy i obserwować przebranych ludzi z koronami na głowie, to większość miejsc była nieczynna. Jedynym miejscem gdzie można było się zagrzać i spędzić czas były kawiarnie i fast food'owe sieciówki.
Niestety nasz spacer po Wrocławskim zimowym rynku zakończył się o 14, a o 16 już siedzieliśmy ponownie na fotelach w samolocie. I po tych wszystkich naszych wyprawach zauważyłam jedną zależność - o ile cały wyjazd jest zaplanowany na tip-top.. to najczęściej plan urywa się w momencie 'jak wrócić do domu'. W tym wypadku mieliśmy problem, aby dostać się z Modlina do Warszawy, bo w owe święto na publiczny transport chyba nie było co liczyć.  Jednak i to się udało. szybko i sprawnie znaleźliśmy się w stolicy.


Jako, że dotrwaliście prawie do końca mam dla Was filmik, tym bardziej, że post był ubogi w zdjęcia :)

Podsumowując, nasz wyjazd można opisać w dwóch słowach: mróz i spacer :)
W rzeczywistości nasza wycieczka do Wrocławia była miłym zakończeniem ferii świątecznych. Wykorzystaliśmy te dwa dni najlepiej jak się dało, nie żałuję ani jednej wydanej złotówki, ani zamarzniętych palców i policzków, bo cieszyłam się z ostatnich chwil wolności w dobrym towarzystwie świetnie się przy tym bawiąc.
Zdaliśmy sobie sprawę, że 1 dzień we Wrocławiu to za mało na zwiedzanie, zwłaszcza w takich warunkach (temperatura, długośc dnia, ograniczenia czasowe + Święto Trzech Króli) Dlatego też wyjazd dostał miano spaceru, bo tylko tak można nazwać chodzenie po rynku i okolicach :)
Na szczęście to nie był mój pierwszy raz we Wrocławiu, wiem że wrócę tu nawet w wakacje, aby ponownie zaznać tej pięknej architektury i zaczerpnąć słońca, a także odwiedzić kultowe punkty w tym mieście.
Data: 5-6 stycznia 2016
Koszt: bilety lotnicze 38 zł + 9 zł dojazd na lotnisko + transport publiczny w mieście

Wolicie relacje ze zdjęciami czy z filmikami-vlogami?

Zapraszam do obserwacji bloga i komentowania!
A jeśli już obejrzałeś filmik zachęcam także do subskrybcji kanału i klikania łapek w górę ;)


Zobacz także..

0 komentarze: